poniedziałek, 24 sierpnia 2015

"Gra o Tron" George R. R. Martin

Oto recenzja książki, którą czytałam poza "programem". Pisałam we wcześniejszych notkach o recenzji niespodziance i oto ona.

Tytuł: Gra o Tron.
Autor: George R. R. Martin.
Tytuł oryginału: A Game of Thrones.
Wydawnictwo: Zysk i S-ka.
Ilość stron: 837.
Opis: W Zachodnich Krainach o ośmiu tysiącach lat zapisanej historii widmo wojen i katastrofy nieustannie wisi and ludźmi. Zbliża się zima, lodowate wichry wieją z północy, gdzie schroniły się wyparte przez ludzi pradawne rasy i starzy bogowie. Zbuntowani władcy na szczęście pokonali szalonego Smoczego Króla, Aerysa Targaryena, zasiadające na Żelaznym Tronie Zachodnich Krain, lecz obalony władca pozostawił po sobie potomstwo, równie szalone jak on sam. Tron objął Robert - najznamienitszy z buntowników. Minęły już lata pokoju i oto możnowładcy zaczynają grę o tron...






Gra o Tron to pierwsza część cyklu Pieśń Lodu i Ognia. Jest to książka, w której, można powiedzieć, nie ma konkretnego głównego bohatera. Historia opowiadania się z perspektywy paru postaci, między innymi Eddarda Starka, króla północy, i jego dzieci, Sansy, Brana, Robba, Aryi i Jona Snowa, który, jako bękart, jest znienawidzony przez żonę Eddarda, Catelyn. Oraz z perspektywy Targaryenskiej księżniczki, Daenerys, która wraz z bratem stara się odzyskać to, co im odebrano, czyli prawo do Żelaznego Tronu. Wszyscy bohaterowie zostają zamieszani w walkę o władzę, czyli tytułową grę o tron. 

                Pierwszy rozdział mamy z perspektywy Brana, drugiego syna Eddarda i Catelyn, który wraz z ojcem i braćmi jedzie zobaczyć, jak jego ojciec ścina głowę mężczyźnie. Choć Bran ma dopiero dziewięć lat, zostaje uznany na tyle dorosłego, by móc to zobaczyć. Wracając do zamku Robb, najstarszy syn, znajduje w lesie martwą samicę wilkora, co wywołuje poruszenie wśród ludzi, bo choć wilkor znajduje się na herbie Winterfell, na żywo nie był widziany od wielu lat. Bohaterowie są tym bardziej zaskoczeni, gdy okazuje się, że oprócz samicy są również jej dzieci, małe wilkory, które trafiają pod opiekę dzieci Eddarda Starka. Z początku wilkorów jest tylko pięcioro, zatem on nie otrzymuje zwierzęcia, dopóki nie znajduje wśród śniegu białego wilkora z czerwonymi oczami, różniący się od reszty rodzeństwa, zupełnie jak sam Jon Snow. Pomimo wyraźnej niechęci dorosłych do wilkorów, które uznawane są za stworzenia wielce niebezpieczne, dzieci chętnie przyjmują zwierzęta, podejmują się opieki nad nimi, a te stają się ich wiernymi przyjaciółmi, którzy za nic nie pozwolą skrzywdzić swoich opiekunów.
                W Winterfell zaczyna panować poruszenie, kiedy przyjeżdża król Robert ze swoją rodziną i składa Eddardowi propozycję nie do odrzucenia. Pomimo tego, że w Winterfell wydarzyła się straszliwa tragedia, Ned nie ma wyboru i musi pojechać z królem do Królewskiej Przystani. Zabiera ze sobą Aryię, najmłodszą córkę, której marzy się zostać rycerzem, oraz Sansę, delikatną starszą siostrę Aryi, która chciałaby zostać żoną księcia Joffreya, syna króla Roberta. Natomiast Jon Snow, który, jako bękart, nie mógł zostać zabrany z Nedem, ponieważ mogłoby to zostać uznane za obrazę, oraz nie mógł zostać w zamku z Robbem, ponieważ Catelyn nie może znieść jego widoku. Chłopiec decyduje się więc dołączyć do Nocnej Straży i zostać Czarnym Bratem.
                W czasie, kiedy wszyscy myślą, ze nic złego nie może już ich spotkać, bogowie mają inne plany. W Winterfell Catelyn stara się rozwikłać tajemnicę tragedii, która ich spotkała, a sam Ned odkrywa w Królewskiej Przystani sekrety, za które może przypłacić życiem. Wszystko, co jak dotąd działo się spokojnie i wydawało się w jak najlepszym porządku, zamienia się w ciągłą walkę, krwawy wyścig szczurów oraz w grę o tron. Nic nie jest takie jak się zdawało, powstaje więcej pytań niż odpowiedzi i nic nie zostaje wyjaśnione całkowicie, a bohaterowie nie mogą liczyć na żadną pomoc, kiedy grozi im najgorsze.
                Szczerze powiem, że zakochałam się w tej historii. Pełnej zagadek, tajemnic, fantastycznej fabuły i barwnych postaci, opowiadającej o poświęceniu i walce oraz o tym, co z ludźmi robi żądza władzy. Czytając, czuje się tak, jakby naprawdę żyło się w świecie opisanym przez Martina. Pomimo tego, że książkę czyta się długo, ponieważ jest gruba i ciężka (również w dosłownym tego słowa znaczeniu), nie zmienia to faktu, że wieczór z taką książką można zaliczyć do przyjemnych. Język nie jest prosty ani aż tak przyjemny i sądzę, że młodsi czytelnicy albo ci, którzy dopiero zaczynają swoja przygodę z książkami, mogliby nie podołać tej pozycji, ale sądzę, że warto poświęcić choćby ten miesiąc na poznanie tej magicznej historii.

                Ze swojej strony jak najbardziej polecam i zachęcam do czytania! 

Moja ocena:
10/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.