środa, 12 października 2016

"Mroczne Umysły" Alexandra Bracken.


Tytuł: Mroczne umysły.
Autor: Alexandra Bracken.
Tytuł oryginału: The Darkest Minds.
Wydawnictwo: Otwarte.
Liczba stron: 456.
Kategoria: Fantastyka/Sciene-Fiction.
Opis:
Mam na imię Ruby.
Potrafię wedrzeć się do twojego umysłu, a nawet wymazać wspomnienia. Jako dziecko zostałam wysłana do obozu „rehabilitacyjnego” dla takich jak ja. Zieloni, Niebiescy, Żółci, Pomarańczowi, Czerwoni. Mroczne umysły. Zostałam przydzielona do Zielonych, ale w rzeczywistości jestem ostatnią z Pomarańczowych. Ukrywam to, żeby przetrwać.










Szczerze powiedziawszy, nie byłam przekonana do tej książki. Kolejna, którą porównują do Igrzysk Śmierci, co mnie od niej odpychało, jako że Igrzyska mnie nie porwały. Ale miałam szansę ją zdobyć właściwie za darmo, więc chętnie przyjęłam ją do swojej biblioteczki. I nie żałuję. Zabrałam ją na dziesięciodniowe wakacje i musiałam sobie wyliczać ile stron mogę przeczytać w dany dzień, bo inaczej pochłonęłabym ją od razu.
Nie można odbudować zniszczonego życia ani odzyskać straconego człowieka.
Właściwie to opis książki zaciekawił mnie od razu, podobał mi się motyw dzieci ze zdolnościami, autorka wymyśliła dla nich specjalną nazwę, symbol, podział na sektory, obozy, choroba, śmierci – mega. Ale ją odwlekałam, myślałam, że zawiedzie mnie tak samo jak Igrzyska, więc jeśli w koszyku miałam miejsce na książkę, to brałam inną. I bardzo żałuję, że nie przeczytałam jej wcześniej, bo tak jak Igrzyska zbytnio nie zapadły mi w pamięć i męczyłam się z nimi długo, tak Umysły wywarły w moim umyśle dziurę, którą może zapełnić tylko kolejna książka z tej serii. Ujmuję to w "serię", ponieważ nie jestem pewna jak nazwać trylogię razem z dodatkami.
Chciałabym wiedzieć, co zrobić, by móc przebywać z ludźmi, których kocham, nie obawiając się, że wymażę im siebie z pamięci.
Główną bohaterką książki jest, z początku, dziesięcioletnia Ruby. Dziewczynka jest świadkiem śmierci swojej koleżanki ze szkoły, a zaraz po tym na świecie ogłaszają alarm o dziwnej chorobie, która zabija dzieciaki. Aby ich ochronić, rodzice dostają ulotki o tym, jak poznać czy dziecko jest chore i co wtedy zrobić, czyli wysłać ich do obozu rehabilitacyjnego, gdzie zostaną uzdrowione. Problem polega jednak w tym, że dzieci w tych obozach wcale nie są uzdrawiane, a to, co tam się dzieje powinno zostać zabronione. Nikt jednak nie przejmuje się losem tysięcy dzieci – przez strach czy może niewiedzę? Ruby dorasta w Thurmond jako Zielona, choć w rzeczywistości jest Pomarańczową. Nie może tego jednak nikomu zdradzić, bo jej życiu będzie zagrażało niebezpieczeństwo. Są ludzie, którzy polują na Pomarańczowych, Żółtych i Czerwonych, najniebezpieczniejsze i najrzadsze kolory, oraz ludzie, którzy są gotowi słono za nich zapłacić.
Jesteśmy wyjątkowi nie ze względu na to, kim jesteśmy, ale ze względu na to, kogo mogą z nas zrobić.
Książka urzekła mnie już od pierwszych rozdziałów. Po prostu jak zaczęłam czytać, tak trudno było mi się od niej oderwać. Historia jest przepełniona w akcję, widać, że autorka przyłożyła się do jej pisania. Mimo, że stron jest dosyć dużo, a czcionka nie jest duża, to napisane jest to tak prosto i lekko, że ani się obejrzy, już przeczytało się połowę. Nie ma tutaj bardzo wyszukanych słów, nad którymi trzeba się zastanawiać i wszystko jest ładnie zrozumiałe. Bracken idealnie opisała uczucia bohaterki, mimo sześciu lat życia w obozie nie zrobiła z niej słabeusza, chorowitej czy bojaźliwej, Ruby jest pewna siebie i wie, do czego dąży. Nie jest przy tym samolubna ani irytująca, to jedna z dwóch bohaterek, którą polubiłam od razu. Oprócz Ruby polubiłam też innych bohaterów w książce, którzy zostali świetnie wykreowani. Barwni i ciekawi, a Pulpet po prostu podbił moje serce. Fajne w tej historii jest też to, że choć w książce zawarto wątek miłosny, to nie został on wyciągnięty na pierwszy plan, jak to zazwyczaj bywa, a spokojnie toczy się w tle.
Jest takie słowo, które nie ma angielskiego odpowiednika. Pochodzi z języka portugalskiego. Saudade. Wiesz, co oznacza? To jakby... to słowo nie ma dokładnej definicji. Opisuje raczej uczucie... obezwładniającego smutku. Uczucie, które pojawia się, kiedy człowiek zda sobie sprawę z tego, że utracił coś na zawsze i że nigdy już tego nie odzyska.

Chwalę tę książkę i chwalę, ale nie mogłam znaleźć żadnego minusa. Za bardzo mi się spodobała, żebym była w stanie jakkolwiek ją skrytykować. 


Moja ocena: 10/10

Powiązane:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.