poniedziałek, 28 listopada 2016

"Po zmierzchu" Alexandra Bracken.

Słowem wstępu wspomnę tylko, że ostatnio podjęłam współpracę z Leną Magdosz z bloga http://magdoszopedia.blogspot.com, serdecznie zapraszam! :)
______________________________

Tytuł: Po zmierzchu.
Autor: Alexandra Bracken.
Tytuł oryginału: In the afterlight. 
Wydawnictwo: Moondrive.
Liczba stron: 480.
Kategoria: Fantastyka/Sciene-Fiction.
Opis: 
Mam na imię Ruby. Nie mogę oglądać się za siebie.
Wraz z tymi, którzy przetrwali, kieruję się na północ, aby uwolnić tysiące więzionych dzieci. Gdy jest się odpowiedzialnym za los całego pokolenia, nie ma miejsca na błędy. Jeden fałszywy ruch może wzniecić iskrę, która podpali świat.








Już dawno nie miałam takiego niedosytu po książce. Zżyłam się z bohaterami, z historią i wszystko było dobrze, dopóki miałam przed sobą kolejny tom. Teraz mogę jedynie siedzieć i zacząć polować na „Przez Ciemność”, żeby mieć czym zapchać pustkę.
Czerń jest kolorem pamięci. 
Czerń to nasz kolor.
Jedyny, którego użyją, by opowiedzieć naszą historię.

                Niewiele mam do powiedzenia o tej części, bo w sumie nic się nie zmieniło poza tym, że zaczęła denerwować mnie główna bohaterka. Tak, jak w poprzednich wydawała się być pewną swojego, tak teraz w jej głowie pojawia się pełno rozterek, wydaje się być niezdecydowana i nierozważna, chcąc udowodnić każdemu, jak bardzo jest silna. Kocha Liama, a mimo to trzyma przed nim sekrety, którymi dzieli się z Colem. Chce chronić przyjaciół, ale często nie zdaje sobie sprawy z tego, że tylko ich odpycha i nastawia na większe niebezpieczeństwo. Nie spodobało mi się również wysunięcie wątku romantycznego na większy plan. Ruby wiązała większość planów i myśli z Liamem i Colem, co utrudniało jej podjęcie własnego zdania.
-Mógłbyś się ruszyć, słoneczko? - rzucił do Liama. - Wyglądasz jakby cię coś przeżuło i wypluło.
- Spójrz na siebie. Wyglądasz jakby cię coś przeżuło i wydaliło drugim końcem.
                Zabrakło mi też uczuć. Zarówno w Nigdy nie gasną jak i w Po zmierzchu podczas scen śmierci bohatera nie było za wiele opisane. Jestem zdania, że autor musi postarać się przy takich scenach, żeby wręcz wjechać czytelnikom na ambicję, a tutaj… nawet mi się smutno nie zrobiło, a jedna z postaci, która zmarła, była moją ulubioną. 
Lepiej zaryzykować i komuś pomóc, niż żałować, że się tego nie zrobiło.
                    Nie ukrywam, że z części na część zauważałam coraz więcej niedociągnięć. Mrocznymi umysłami byłam zaślepiona i zachwycona, być może dlatego nie zauważyłam tego, co było tam złe. Teraz, kiedy emocje opadły i mogę trzeźwo spojrzeć na dzieło Bracken, stwierdzam, że faktycznie może nie jest to książka wysokich lotów. Często minusem autorów jest to, że piszą jak przeciętne nastolatki z liceum i tutaj również to się zdarzyło. Sprawia to, że styl jest przyjemny, lekki i łatwy w odbiorze, ale jednocześnie zbyt prosty, trudno doszukiwać się w nim czegoś głębszego, jak tylko zwykłych słów na papierze i widać, że autor nie przykłada się do tego całym sercem.
Pulpet hrabina cały się spina.
                      Miałam problem z oceną tej książki, ale myślę, że ta, którą dałam jest w sam raz. Mimo wszystko Mroczne umysły wciąż należą do moich ulubionych książek i raczej mogę polecić całą trylogię.

Moja ocena:
7/10

Powiązane:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Napisz coś od siebie. Wyraź swoją opinię. Zostaw po sobie ślad. Nie jesteś kolejną osobą, która weszła na tego bloga; jesteś Czytelnikiem. Osobą, dla której mogę pisać, która napawa mnie motywacją, a dzięki której blog wciąż się poszerza i rozwija. Dziękuję, że tu jesteś :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.