sobota, 28 października 2017

Już możecie mnie nienawidzić, czyli "Dwór mgieł i furii" Sarah J. Maas.



Tytuł: Dwór mgieł i furii.
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 2).
Tytuł oryginału: A Court of Mist and Fury.
Autor: Sarah J. Maas.
Wydawnictwo: Uroboros.
Liczba stron: 768.
Gatunek: Fantastyka.
Opis:
Po tym, jak Feyra ocaliła Prythian, mogłoby się wydawać, że baśń dobiega końca. Dziewczyna, bezpieczna i otoczona luksusem, przygotowuje się do poślubienia ukochanego Tamlina. Przed nią długie i szczęśliwe życie.
Sęk w tym, że Feyra nigdy nie chciała być księżniczką z bajki. Zresztą zupełnie nie nadaje się do tej roli. W snach wciąż powracają do niej wymyślne tortury Amaranthy i zbrodnia, którą popełniła, by się od nich uwolnić. Pragnący zapewnić jej bezpieczeństwo Tamlin próbuje zamknąć Feyrę w złotej klatce. W jej nowym nieśmiertelnym ciele drzemią moce, których dziewczyna nie umie opanować. W dodatku o spłatę swojego długu upomina się największy wróg Tamlina - Rhysand, Książę Dworu Nocy.



Kto czytał moją recenzje pierwszego tomu ten wie, że bezapelacyjnie się w nim zakochałam. Obiecano mi, że drugi jest o niebo lepszy, więc siedziałam jak na szpilkach, nie mogąc się doczekać, aż po niego sięgnę. I wiecie co? Czuję się oszukana. 
Za gwiazdy, które słuchają. I marzenia, które się spełniają.

    Po wydarzeniach pod Górą Feyra już nie jest taka sama. Jej dusza została złamana, a koszmary nie mają końca. Mogłoby się wydawać, że to już koniec, że wojna się skończyła. Ale ta prawdziwa dopiero nadchodzi. Tamlin próbuje ochronić Feyrę przed czymś, o czym nie chce jej powiedzieć, a ona sama odkrywa w sobie dary siedmiu książąt, którzy uratowali ją pod Górą. Trwają przygotowania do jej ślubu z Tamlinem, ale zdaje się, jakby wszystko obracało się przeciwko niej. W dodatku Rhysand, książę Dworu Nocy, upomina się o układ, jaki zawarł z Feyrą. Tydzień z każdego miesiąca. Tydzień, który zmieni wszystko. 
Prawda jest niebezpieczna. Prawda jest wolnością. Prawda potrafi łamać, naprawiać i spajać.
    Słyszeliście kiedyś o Mary Sue? Czytaliście kiedyś opowiadanie lub książkę, gdzie bohaterka była tak nieznośna, że nie dało się czytać? To teraz weźcie Feyrę i pomnóżcie to razy dziesięć(i jeszcze raz). Z ludzkiej kobiety, którą byłam w stanie tolerować, która walczyła o swoją miłość, stała się nieśmiertelną kupką użalania się nad sobą, a później silną, bezlitosną i samowystarczalną paniusią. Z początku musiała wszystkim wszem wobec pokazać, jaka to ona jest załamana, a swoje błędy zwalać na innych. Potem nagle stała się silna i bezlitosna, i w ogóle bez kija nie podchodź, bo ona jest piękna i zgniecie cię w proch. Z początku broniła i rozumiała Tamlina, potem jednak o tym zapomniała i przeszła na Rhysa. Przepraszam, ale muszę: “Tamlin zbiera daninę od ludzi, którzy nie mają pieniędzy? Hurr durr, ty potworze! Rhysand łamie innym kości, bo mnie obrazili? Ojejku, on jest taki kochany”. Chyba nie muszę pisać, że logika już dawno naszą bohaterkę opuściła? Męczyłam tę książkę miesiąc, bo przez Feyrę co chwile się zatrzymywałam i odkładałam ją na bok, jej rozmyślania były tak żałosne, że nie dało się tego czytać. Nie zliczę, ile razy uderzyłam się w czoło i wywróciłam oczami. Zanim przejdę do kolejnych minusów, musicie wiedzieć jedno - nic nie pobije Feyry. Doceniłam nawet Americe z Rywalek. 
- Zdradź mi sekret nieznany nikomu innemu, władco nocy, a ja zdradzę ci mój.
Przygotowałam się na usłyszenie jakiejś koszmarnej opowieści, ale Rhysand powiedział tylko:
- Kiedy leje, strzyka mi w prawym kolanie. Roztrzaskałem je podczas wojny i od tej pory ciągle mnie boli.
    Okej, pożaliłam się na Feyrę, teraz pożalę się na akcję. A raczej jej brak. Poważnie, co tam się działo? Wielka zapowiedź równie wielkiej wojny, przygotowania, ćwiczenia, a sceny, kiedy naprawdę mogłam się wkręcić, mogę wyliczyć na palcach jednej ręki. Bo bynajmniej nie na tym skupiła się autorka. Skupiła się za to na romansie Feyry i Rhysa - nie zrozumcie mnie źle, Rhys spodobał mi się w tej części, ale jeśli jest coś, czego naprawdę mocno nie lubię w książkach, to zastępowanie jednej postaci drugą. Z Tamlina, którego pozwoliła nam pokochać w pierwszej części, zrobiła wroga, by na jego miejsce mógł wskoczyć Rhysand. Pewna dziewczyna z Instagrama uświadomiła mi, że zachowania Tamlina i Feyry podchodzą pod chorobę psychiczną i właściwie się z nią zgadzam, bo to, co zrobiła z nimi Maas, z pewnością nie jest normalne. Nie rozumiałam ani trochę ich postępowań, bo nie dało się tego wytłumaczyć logicznie.

Do tego się przyzwyczaja. Do poczucia, że przekroczyło się granicę, że wdarło się tam, gdzie się nie powinno wchodzić.

    Podczas czytania nie czułam nic, chyba że liczyć złość i zażenowanie. Ani trochę nie szło mi przyjemnie. Liczyłam na coś mocnego, na wartką akcję, na czym opadnie mi szczęka, a nie dostałam nic z tych rzeczy. Miałam wrażenie, jakbym czytała ckliwy romans zakrapiany złymi scenami erotycznymi. Ja rozumiem, że to fantastyka, ale sceny łóżkowe mogłyby choć trochę być trochę mniej żenujące. Co chwile odwracałam okładkę i pytałam "To na pewno napisała Maas? Na pewno czytam tę samą książkę co wszyscy?" zwyczajnie mnie zanudziła. Prawie 800 stron, gdzie nie dzieje się praktycznie nic, a wątek romantyczny przyćmiewa wszystko inne.  

Wiele potworności uczyniono w imię większego dobra.

    Czy mimo tego były jakieś plusy? A i owszem, jedyna rzecz, dzięki której dobrnęłam do końca - postacie drugoplanowe. Przyjaciele Rhysa, książę Tarquin; dzięki nim ta książka nabierała kolorów. Przyjemniej czytało mi się ich dialogi, niż Feyry i Rhysa. Miałam wrażenie, jakby autorka do nich lepiej się przyłożyła, ich historie i dialogi były znacznie bardziej interesujące i budziły więcej emocji. I jeszcze jedna rzecz, którą muszę jej oddać, to myślenie daleko przyszłościowe. Sytuacje, które nie zostały wyjaśnione w pierwszym  tomie, nabierają sensu w drugim i okazuje się, że Maas wszystko robiła specjalnie. Choć nie podobają mi się tego wyniki, to to doceniam.
    Z wielkim bólem serca i zawodem stawiam taką, a nie inną ocenę. Liczę na poprawę w trzecim tomie, choć już boję się o moje czoło. 

     Moja ocena: 3/10

 Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Uroboros.

10 komentarzy:

  1. A mi się podobała. Nie zwracałam uwagi na zachowanie Feyry, o którym piszesz i bawiłam się dobrze, czytając ten tom. Wciągnęłam się i zamierzam już niedługo sięgnąć po zakończenie trylogii.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nominowałam Cię do tagu! Pytania znajdziesz na moim blogu ;)
    Magdoszopedia

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem w trakcie czytania drugiego tomu i niestety jak na razie moje odczucia wyglądają podobnie. Pozdrawiam! https://juliawsrodksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, sceny łóżkowe są beznadziejne. Maas nie umie ich dobrze pisać. Wychodzi jak z jakiegoś harlekina ;P I autorka ma tendencję do tworzenia głupkowatych bohaterek. W "Szklanym tronie" Celaena też nie zachwyca. Obydwie mają pełno wad, ale na szczęście mnie nie irytują.
    Kwestia z Tamlinem mnie dobija. Nic nie może wytłumaczyć tak wielkiej zmiany charakteru. Takie rzeczy się nie zdarzają. Nadmierna troska o Fayrę go zmieniła... pfff, jasne.
    Jeśli chodzi o akcję, to ja się nie nudziłam.
    Też wiele rzeczy podnosi mi ciśnienie w tej serii, ale szczerze mówiąc (pisząc) i tak ją lubię. Tak wiem, moja logika powala ;P
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmiana głównego zainteresowania romantycznego protagonistki jak w "Szklanym Tronie", niestety... o ile tutaj jeszcze w miarę jestem w stanie to jakoś przełknąć, tak w "Szklanym..." nie mogę zdzierżyć Rowaelin. Pani Maas wyraźnie ma słabość do zabójczo przystojnych księciów Fae, przez co skreśla wszystko to, co wydarzyło się wcześniej...

      Usuń
  5. Mam w planach!!!:)
    Buziaczki i zapraszam do nas<3<3<3
    https://teczowabiblioteczka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Och kolejna recenzja, która mnie zachwyca. To jest taka wielka kontrowersja z tymi pozytywnymi aż chcę sięgnąć po tą książkę i sama się dowiedzieć czy będzie mnie odrzucać czy jednak ją pokocham. Jednak na razie muszę dokończyć pierwszą serie tej autorki Szklany tron.
    Pozdrawiam, Tiggerss
    https://tiggerssreads.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (Nie chcesz. Powtarzam ci to już setny raz! ♥)

      Usuń
  7. Już sobie pozrzędziłyśmy na insta, ale chcę coś po sobie zostawić. A mianowicie: o ACOWAR jest już wiele opinii, ale podobno Maas zepsuła się kompletnie i to, czego tak bardzo nie lubiłyśmy w ACOMAF powtarza się w... Tower of down! :') Jak SJM skopie jeszcze końcówkę Szklanego tronu, chyba coś mnie strzeli. I kocham za tą recenzję! Nie czuję się samotna w tej nawałnicy zachwytów.

    Lucy z Bookaholic Institute kłania się nisko!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja się w połowie zgadzam a w połowie nie ;)
    Od połowy pierwszej części nie podobała mi się relacja Feyry i Tamlina. Nie polubiłam go jako postaci i wkurzał mnie praktycznie we wszystkim. Ewidentnie coś z jego głową było nie tak, za to Rhysa polubiłam praktycznie od razu. Z tego też powodu cieszę się, że stało się jak się stało.
    Natomiast w 100% zgadzam się z opinią o Feyrze. To użalanie się nad sobą zepsuło mi cały początek książki.
    Całośc mnie nie powaliła na kolana, ale nie była też zła ;)Tak jak i trzecia część.
    Co do Szklanego Tronu to staram się nie nastawiać zbyt mocno, bo zazwyczaj w takich wypadkach podwyższone oczekiwania są w stanie skopać całkiem niezłą książkę ;)
    Czekam z utęsknieniem.

    OdpowiedzUsuń

Cześć! Cieszę się, że tu jesteś i pomagasz mi się rozwijać. Zostaw po sobie ślad, chętnie też do Ciebie wpadnę!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.