niedziela, 26 marca 2017

Ja też piszę: jaki autor jest moim wzorem? Iskierki #6

Tak samo jak większość książkoholików, oprócz czytania również piszę i marzę o własnej książce. Pisanie traktuję poważnie i jak do tej pory zawód "autorka" jest jedynym, który przychodzi mi do głowy. Swego czasu pisałam na portalu Wattpad, ale potem zauważyłam, że nie wychodzi mi pisanie na czas. Rozdziały były dodawane co dwa – a czasem nawet trzy – miesiące, więc z tego zrezygnowałam. Mój warsztat po wielu latach uległ równie wielu zmianom, ale dziś chciałabym Wam przedstawić dwóch autorów, którzy byli/są dla mnie wzorem i inspiracją. 

niedziela, 19 marca 2017

Chłopak z gitarą... Czyli "Maybe someday" Colleen Hoover.


Tytuł: Maybe someday.
Cykl: Maybe (tom 1).
Autor: Colleen Hoover.
Tytuł oryginału: Maybe someday. 
Wydawnictwo: Otwarte. 
Liczba stron: 440.
Gatunek: Romans/obyczajowe. 
Opis: On, Ridge, gra na gitarze tak, że porusza każdego. Ale jego utworom brakuje jednego: tekstów. Gdy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego muzyki, postanawia ją bliżej poznać.
Ona, Sydney, ma poukładane życie: studiuje, pracuje, jest w stabilnym związku. Wszystko to rozpada się na kawałki w ciągu kilku godzin.
Wkrótce tych dwoje odkryje, że razem mogą stworzyć coś wyjątkowego. Dowiedzą się także, jak łatwo złamać czyjeś serce…
„Maybe Someday” to opowieść o ludziach rozdartych między „może kiedyś” a „właśnie teraz”, o emocjach ukrytych między słowami i o muzyce, którą czuje się całym ciałem.




Maybe someday była moją drugą książką tej autorki. Jako pierwszą czytałam Hopeless i fakt, podobała mi się, ale nie był to taki fenomen, jakiego oczekiwałam i jak to nazywali fani. Mimo to nie byłam w żaden sposób zrażona do Hoover i chętnie wypożyczyłam z biblioteki kolejną jej książkę. Dopiero ta pozycja pokazała mi, co ludzie tak widzą w książkach tej autorki i od przeczytania jej należę do tej wielkiej grupy fanów oraz powiększam swoją biblioteczkę o kolejne dzieła Colleen Hoover.
Nauczyłem się jednak, że sercu nie można nakazać, kiedy, kogo i jak ma pokochać. Serce robi, co chce. Od nas zależy najwyżej to, czy pozwolimy naszemu życiu i głowie dogonić serce.

sobota, 11 marca 2017

Piorunochronu część druga, czyli "Szklany miecz" Victoria Aveyard.


Tytuł: Szklany miecz.
Cykl: Czerwona królowa.
Autor: Victoria Aveyard.
Tytuł oryginału: Glass Sword.
Wydawnictwo: Moondrive.
Liczba stron: 560.
Gatunek: Młodzieżowe/fantastyka.
Opis: W kontynuacji bestsellerowej "Czerwonej Królowej" Mare Barrow musi zmierzyć się z mrokiem, który ogarnął jej duszę, stawić czoło bezlitosnemu królowi Mavenowi i własnym słabościom.
Walka pomiędzy rosnącą w siłę armią rebeliantów a światem, w którym liczy się kolor krwi, przybiera na sile. Mare Barrow ma czerwoną krew, taką samą jak zwykli ludzie. Jednak jej zdolność kontrolowania błyskawic – nadprzyrodzona moc zarezerwowana dla Srebrnych – sprawia, że rządzący chcą wykorzystać dziewczynę jako broń.
Mare odkrywa, że nie jest jedyną Czerwoną, która posiada umiejętności charakterystyczne dla Srebrnych. Są też inni. Ścigana przez okrutnego króla Mavena wyrusza na wyprawę, aby zrekrutować Czerwono-Srebrnych do armii powstańców gotowych walczyć o wolność. Wielu z nich straci życie, a zdrada stanie się chlebem powszednim. Mare musi też zmierzyć się z mrokiem, który ogarnął jej duszę. Czy sama stanie się potworem, którego próbuje pokonać?

Czerwoną królową polubiłam od samego początku. Wytypowała się jako jedna z moich ulubionych oraz stała się dla mnie inspiracją do pisania moich opowiadań. Trochę żałuję, że nie mam jej na własność, tylko wypożyczam z biblioteki, ale niestety to mi musi wystarczyć. Pierwszy tom miał wszystko to, co lubię, a drugi jedynie to pogłębił i nie mogę się doczekać, aż w moje ręce trafi trzecia część.
Muszę zamrozić serce dla tej jednej osoby, która uparła się rozpalać w nim ogień.

sobota, 4 marca 2017

Najlepsza książka lutego #2017

W lutym przeczytałam, uwaga, całe dwie książki. Nie jestem ani trochę z siebie dumna. Mogę się jedynie usprawiedliwić tym, że w jedną z tych książek naprawdę trudno było mi się wczuć i robiąc rozeznanie, zauważyłam, że nie tylko mi. Natomiast drugą wręcz pochłonęłam. Historia lubi się powtarzać i tak jak w styczniu uratowała mnie "Ugly love", którą przeczytałam w dwa dni, tak w lutym (także w dwa dni) była to... no właśnie, jaka książka?



Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.