Tytuł: Płonący świat.
Cykl: Ciepłe ciała (tom 2).
Autor: Isaac Maron.
Autor: Isaac Maron.
Tytuł oryginału: Burning World.
Wydawnictwo: Replika.
Liczba stron: 432.
Gatunek: Fantastyka/horror.
Opis:
Trudno jest być żywym. Być człowiekiem − jeszcze trudniej.
R powraca z martwych. Na nowo uczy się, jak oddychać, mówić, kochać – po jednym niezdarnym kroku na raz. Nie pamięta swojego starego życia i wcale nie chce go sobie przypominać. Buduje nowe, z Julie. Jednak przeszłość pamięta o nim…
Pradawna zaraza ma chciwą naturę, a Umarli nie byli jej jedyną bronią… By przywrócić świat do wcześniejszego porządku, nadchodzi z czymś znacznie niebezpieczniejszym. Aby ją powstrzymać, R i Julie będą zmuszeni wyruszyć w przerażającą podróż przez surrealistyczne pustkowia Ameryki oraz poznać niechciane odpowiedzi, gnieżdżące się w zakamarkach umysłu R…
Trudno jest być żywym. Być człowiekiem − jeszcze trudniej.
R powraca z martwych. Na nowo uczy się, jak oddychać, mówić, kochać – po jednym niezdarnym kroku na raz. Nie pamięta swojego starego życia i wcale nie chce go sobie przypominać. Buduje nowe, z Julie. Jednak przeszłość pamięta o nim…
Pradawna zaraza ma chciwą naturę, a Umarli nie byli jej jedyną bronią… By przywrócić świat do wcześniejszego porządku, nadchodzi z czymś znacznie niebezpieczniejszym. Aby ją powstrzymać, R i Julie będą zmuszeni wyruszyć w przerażającą podróż przez surrealistyczne pustkowia Ameryki oraz poznać niechciane odpowiedzi, gnieżdżące się w zakamarkach umysłu R…
Z góry przepraszam, jeśli recenzja ta będzie bez ładu i składu, i mało obiektywna, ale nawet tydzień po przeczytaniu jestem pod tak ogromnym wrażeniem, że trudno mi dobrze zebrać myśli. Już teraz możecie wywnioskować, jak oceniłam tę książkę.
Z jakiegoś powodu wbili sobie do tych przegniłych głów, że Julie i ja jesteśmy wyjątkowi. Że zakończyliśmy plagę i poprowadzimy wszystkich w nową erę. Nie wydają się rozumieć, że nie zrobiliśmy nic, czego oni nie zrobili, po prostu zrobiliśmy to jako pierwsi. I nie mamy pojęcia co dalej.
Sam świat w sobie, w rzeczywistym kształcie i przestrzeni, nieszczególnie nas interesuje. Jesteśmy tutaj ze względu na opowieść, dla krajobrazu świadomości pokrywające piach i skałę. W tym krajobrazie z równin wystrzeliwują ostre szczyty. Są tu trzęsienia ziemi, powodzie i huragany, a na powierzchnię wypływają rzeki magmy. Ten krajobraz się zmienia, a zmiana wymaga naszej uwagi.
Jestem po uszy zakochana w piśmie Isaaca Mariona. Pięknie komponuje słowa, tworząc muzykę, którą chce się słuchać. Niesamowite jest to, jak czaruje słowem, choć jest to inna magia od tej, której używa Sarah J. Maas - autorka rzeczywiście czaruje, ale jej powieści są pełne magii i fantastycznych stworzeń. Czar Mariona polega na tym, że z czystą fascynacją czytasz jego słowa, nie mogąc zrozumieć, jak człowiek stworzył coś takiego. Z zapartym tchem czytałam nawet opisy pomieszczeń i przyrody, nie mogłam się odciągnąć. Nie oszukujmy się, miał czas, by dopracować tę książkę i wykorzystał go w stu procentach.
Był taki moment, gdy siedząc z Julie na wzgórzu, sądziłem, że ich uwolnienie będzie łatwym zadaniem. Nie prostym, ale też nie skomplikowanym. Przyszlibyśmy tutaj, podzielili się tym, czego się dowiedzieliśmy, i rozprzestrzenili to, co stworzyliśmy, a oni zobaczą światło i zostaną uzdrowieni.
Na cudownym piórze nie poprzestanę, ponieważ mamy tutaj też świetnych bohaterów; cudownie ludzkich i prawdziwych, ukazujących i chowających emocje, udających i prawdomówiących, posługujących się czarnym humorem i pokazujących pazury, jeśli trzeba. Każda postać miała swój charakter, styl bycia, swoje sekrety, wady i zalety, byli po prostu dopracowani, pokolorowani. Mimo że większość książki to ich wędrówka przez świat w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca, to nie dało się przy tym nudzić, bo jeśli akurat nie było akcji, to oni nadrabiali samym jestestwem. Rozmyślania R tak dobrze przemyślanie, niewymuszone i prawdziwe świetnie zapełniały tę książkę.
Moje dzieci patrzą na mnie wyczekująco. Ich spojrzenia mówią, że jestem dorosły, że mam potężną władzę i posiadłem wszelką wiedzę, która pomoże mi ich ochronić, i że mój świat należy do nich. Ale ja mam amnezję, jąkam się i boję własnego imienia. Jestem zgorzkniałym nastolatkiem, nasiąkniętym ponurymi kazaniami i żyjącym w strachu przed światem.
Chciałabym, by książki Isaaca Mariona miały większy rozgłos, by zebrały więcej fanów, co mu się należy. Mimo że apokalipsa zombie jest dla wszystkich dobrze znanym i oklepanym motywem, to Marion wprowadził coś nowego; perspektywę samego zombie. Jest tu też oczywiście romans, a ponieważ miłość dla R jest czymś nowym i pięknym, to nie jest on mocno narzucony, za to stonowany i wolny, a mimo wszystko dla mnie to jeden z najpiękniejszych. Akcja nie pędzi jak rollercoaster, ale jest bardzo dobrze przemyślana, wzbudza ciekawość i wciąga. To nie jest książka taka jak wszystkie. Czy muszę jeszcze pisać, że polecam, czy już jasno przekazałam, że miałam w rękach arcydzieło?
Moja ocena: 10/10
Moja ocena: 10/10
Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Replika!


Po takiej recenzji jestem bardzo ciekawa tej książki. Muszę przeczytać. ;)
OdpowiedzUsuńTo może być ciekawa i fascynująca lektura! :)
OdpowiedzUsuńCzytałam pierwszy tom książki i osobiście film bardziej mi się spodobał niż sama powieść jednak na pewno sięgnę po drugi tom z ciekawości :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Tiggerss
https://tiggerssreads.blogspot.com/
I tę książkę też kocham i polecam :)
OdpowiedzUsuń