wtorek, 21 listopada 2017

Żyć od nowa, czyli "Płonący świat" Isaac Marion.

 
Tytuł: Płonący świat.
Cykl: Ciepłe ciała (tom 2).
Autor: Isaac Maron.
Tytuł oryginału: Burning World.
Wydawnictwo: Replika.
Liczba stron: 432.
Gatunek: Fantastyka/horror.
Opis:
Trudno jest być żywym. Być człowiekiem − jeszcze trudniej.
R powraca z martwych. Na nowo uczy się, jak oddychać, mówić, kochać – po jednym niezdarnym kroku na raz. Nie pamięta swojego starego życia i wcale nie chce go sobie przypominać. Buduje nowe, z Julie. Jednak przeszłość pamięta o nim…
Pradawna zaraza ma chciwą naturę, a Umarli nie byli jej jedyną bronią… By przywrócić świat do wcześniejszego porządku, nadchodzi z czymś znacznie niebezpieczniejszym. Aby ją powstrzymać, R i Julie będą zmuszeni wyruszyć w przerażającą podróż przez surrealistyczne pustkowia Ameryki oraz poznać niechciane odpowiedzi, gnieżdżące się w zakamarkach umysłu R…


Z góry przepraszam, jeśli recenzja ta będzie bez ładu i składu, i mało obiektywna, ale nawet tydzień po przeczytaniu jestem pod tak ogromnym wrażeniem, że trudno mi dobrze zebrać myśli. Już teraz możecie wywnioskować, jak oceniłam tę książkę.
Z jakiegoś powodu wbili sobie do tych przegniłych głów, że Julie i ja jesteśmy wyjątkowi. Że zakończyliśmy plagę i poprowadzimy wszystkich w nową erę. Nie wydają się rozumieć, że nie zrobiliśmy nic, czego oni nie zrobili, po prostu zrobiliśmy to jako pierwsi. I nie mamy pojęcia co dalej. 

    R wrócił do żywych, zaczynając coś, co nazywają lekiem dla zombie, które od teraz zawieszają się w stanie półświadomości, nie wiedząc, czy chcą przekraczać próg. Jego przyjaciel, M, wyruszył na poszukiwanie swoich wspomnień, ale R ich nie chce. Jego życie zaczyna się odkąd poznał Julie i nie obchodzi go przeszłość. Mogłoby się wydawać, że będzie już tylko lepiej, przecież zombie się uleczają. Ale nagle do ich życia wkracza grupa Axiom, która zarzeka się, że chce jedynie pomóc i zależy im na bezpieczeństwie ludzi. Są jednak ludzie, którzy przejrzeli zamiary Axiom, ale jest już za późno. Nagle zaczyna panować chaos, a R z przyjaciółmi muszą uciekać. Nasz zombie jednak nie daje rady uciec przed wspomnieniami, które coraz mocniej napierają na jego umysł. Jest powód, dla którego chciał ich uniknąć, ale nie może go nikomu zdradzić, nawet Julie, choćby to skutkowało jej odejściem. 




Sam świat w sobie, w rzeczywistym kształcie i przestrzeni, nieszczególnie nas interesuje. Jesteśmy tutaj ze względu na opowieść, dla krajobrazu świadomości pokrywające piach i skałę. W tym krajobrazie z równin wystrzeliwują ostre szczyty. Są tu trzęsienia ziemi, powodzie i huragany, a na powierzchnię wypływają rzeki magmy. Ten krajobraz się zmienia, a zmiana wymaga naszej uwagi.   
    Jestem po uszy zakochana w piśmie Isaaca Mariona. Pięknie komponuje słowa, tworząc muzykę, którą chce się słuchać. Niesamowite jest to, jak czaruje słowem, choć jest to inna magia od tej, której używa Sarah J. Maas - autorka rzeczywiście czaruje, ale jej powieści są pełne magii i fantastycznych stworzeń. Czar Mariona polega na tym, że z czystą fascynacją czytasz jego słowa, nie mogąc zrozumieć, jak człowiek stworzył coś takiego. Z zapartym tchem czytałam nawet opisy pomieszczeń i przyrody, nie mogłam się odciągnąć. Nie oszukujmy się, miał czas, by dopracować tę książkę i wykorzystał go w stu procentach. 
Był taki moment, gdy siedząc z Julie na wzgórzu, sądziłem, że ich uwolnienie będzie łatwym zadaniem. Nie prostym, ale też nie skomplikowanym. Przyszlibyśmy tutaj, podzielili się tym, czego się dowiedzieliśmy, i rozprzestrzenili to, co stworzyliśmy, a oni zobaczą światło i zostaną uzdrowieni. 
    Na cudownym piórze nie poprzestanę, ponieważ mamy tutaj też świetnych bohaterów; cudownie ludzkich i prawdziwych, ukazujących i chowających emocje, udających i prawdomówiących, posługujących się czarnym humorem i pokazujących pazury, jeśli trzeba. Każda postać miała swój charakter, styl bycia, swoje sekrety, wady i zalety, byli po prostu dopracowani, pokolorowani. Mimo że większość książki to ich wędrówka przez świat w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca, to nie dało się przy tym nudzić, bo jeśli akurat nie było akcji, to oni nadrabiali samym jestestwem. Rozmyślania R tak dobrze przemyślanie, niewymuszone i prawdziwe świetnie zapełniały tę książkę.
Moje dzieci patrzą na mnie wyczekująco. Ich spojrzenia mówią, że jestem dorosły, że mam potężną władzę i posiadłem wszelką wiedzę, która pomoże mi ich ochronić, i że mój świat należy do nich. Ale ja mam amnezję, jąkam się i boję własnego imienia. Jestem zgorzkniałym nastolatkiem, nasiąkniętym ponurymi kazaniami i żyjącym w strachu przed światem.
    Chciałabym, by książki Isaaca Mariona miały większy rozgłos, by zebrały więcej fanów, co mu się należy. Mimo że apokalipsa zombie jest dla wszystkich dobrze znanym i oklepanym motywem, to Marion wprowadził coś nowego; perspektywę samego zombie. Jest tu też oczywiście romans, a ponieważ miłość dla R jest czymś nowym i pięknym, to nie jest on mocno narzucony, za to stonowany i wolny, a mimo wszystko dla mnie to jeden z najpiękniejszych. Akcja nie pędzi jak rollercoaster, ale jest bardzo dobrze przemyślana, wzbudza ciekawość i wciąga. To nie jest książka taka jak wszystkie. Czy muszę jeszcze pisać, że polecam, czy już jasno przekazałam, że miałam w rękach arcydzieło? 

Moja ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Replika!

4 komentarze:

  1. Po takiej recenzji jestem bardzo ciekawa tej książki. Muszę przeczytać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To może być ciekawa i fascynująca lektura! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam pierwszy tom książki i osobiście film bardziej mi się spodobał niż sama powieść jednak na pewno sięgnę po drugi tom z ciekawości :)
    Pozdrawiam, Tiggerss
    https://tiggerssreads.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. I tę książkę też kocham i polecam :)

    OdpowiedzUsuń

Cześć! Cieszę się, że tu jesteś i pomagasz mi się rozwijać. Zostaw po sobie ślad, chętnie też do Ciebie wpadnę!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.