poniedziałek, 12 lutego 2018

Moja dusza romantyczki płacze, czyli "Imperium burz" Sarah J. Maas.



Tytuł: Imperium burz.
Cykl: Szklany tron (tom 5).
Tytuł oryginału: Empire of Storms.
Autor: Sarah J. Maas.
Wydawnictwo: Uroboros.
Liczba stron: 864.
Gatunek: Fantastyka (z romansem).
Opis: Nad Erileą gęstnieją czarne chmury. Erawan zbiera złowrogie siły, by zadać światu ostateczny cios. Aelin Galathynius staje z nim do walki, chcąc bronić królestwa i swoich bliskich. Ale czy jeden płomień rozproszy narastającą ciemność? 
Dla Aelin Galathynius droga do Terrasenu dopiero się rozpoczęła. Młoda królowa cały czas uczy się magii. Im więcej jej używa, tym bardziej przekonuje się, jak potężny jest ogień krążący w jej żyłach. Aelin wie, że toczącej się wojny nie wygra w pojedynkę. Są przy niej przyjaciele i ukochany Rowan, ale to nadal za mało w porównaniu z mocą Erawana. Nadszedł czas szukania sprzymierzeńców. Kto odpowie na wezwanie królowej Terrasenu? 


Po przeczytaniu tej książki zadałam sobie pytanie „Czy można powiedzieć coś jeszcze o tej serii?”. No, dzieje się to samo, bohaterów mamy tych samych. Ale tak, można! Czy coś dobrego? Cóż…
Nie marnuj czasu i energii na rozmyślania o tym, co mogło wydarzyć się w przeszłości.

                Aelin Galathynius w pełni pogodziła się ze swoim przeznaczeniem. Wie, że musi wytężyć wszystkie siły, zebrać potężnych sojuszników i wykorzystać całą swoją magię, by zasiąść na tronie w Terrasenie. Dziewczyny nie było od dawna, w dodatku przez wiele lat była zabójczynią, więc lordowie, od których zależy jej korona, nie chcą się zgodzić na jej powrót. Aelin musi stać się królową, w której inni będą widzieli pomoc, którą obdarzą zaufaniem, ale na jej drodze stoją silni przeciwnicy; w tym Mroczny Król, który chce zawładnąć światem i przebiegła królowa Fae, która ma z Aelin osobiste porachunki.
Ty nienawidzisz mnie, ja ciebie, a żadne z nas nie cierpi, gdy jakieś wścibskie, nadęte imperium mówi nam, co mamy robić. Innymi słowy, pasujemy do siebie.
                Ćśś! Słyszycie to? To upadające charaktery zakochanych bohaterów. No żesz w mordę, nie mogę zdzierżyć tych romansów między wszystkimi postaciami. "Jeden facet w grupie nie ma kobiety? Doda się! Nie pasują do siebie? Ale oboje są wolni! Fae zachowujący się jak marionetka na sznurkach trzymanych przez kobietę? Zakochał się!" Jak romans rozkwitający między Aelin i Rowanem w Królowej cieni dopiero się zaczynał i nawet im dopingowałam, tak w Imperium burz ich ciągłe „przyciąganie” zaczynało być nużące. Okej, zdzierżyłabym jeden romans. Ale Maas chciała, żeby wszystkie jej postacie nie były samotne i wtedy te usilne (i bardzo szybkie!) parowanie zaczęło już być denerwujące. Mało tego, Rowan stracił swój charakter do reszty, nie ma pazura, nie ma ciętego języka, liczy się tylko „jego pani” i polewanie słoną wodą blizn po jej paznokciach na jego plecach, żeby wszyscy wiedzieli, że należy do niej. Czujecie to uprzedmiotowienie? Postacie, które wcześniej w  ogóle na siebie nie spojrzały w ten sposób, teraz nagle zaczęły się w sobie zakochiwać. Gdyby powycinać te wszystkie miłostki, podteksty seksualne i złe sceny erotyczne, to książka straciłaby na objętości przynajmniej w jednej czwartej.
Nie martw się. Nie chcę, abyś zmarniała i umarła. Szkoda by było tak szybko utracić jedną z najpiękniejszych kobiet świata, która ma przed sobą nieśmiertelne życie pełne łajdactw.
                Aelin w tej książce przechodzi samą siebie. Jest to postać tak drażniąca i rozwydrzona, że cieszyłam się, jak ją uderzali; fizycznie lub słownie. Aelin została wykreowana na boginię, która wszystko odgadnie, przewidzi i zrobi. A przy tym sama doskonale zdaje sobie z tego sprawę i denerwuje ją, jak ktoś odgadnie szybciej zagadkę. Maas ma dar do denerwujących głównych bohaterek i to bez dwóch zdań. Najlepsze jest to, że każda postać, która mówiła o Aelin źle w tej książce, trafiała w samo sedno, prawie jakby Maas próbowała odpokutować stworzenie tej postaci takiej. Na pewno zdajecie sobie sprawę z tego, że jeśli główny bohater jest okropny, to i czyta się nieprzyjemnie. I ja nie ukrywam, że postawa Aelin sprawiła, że niemal pomijałam jej (i Rowana) rozdziały.
Lęk przed utratą może się zniszczyć równie skutecznie jak sama utrata.
                Nieważne, jak wygląda to, co opisałam wcześniej; nie zjadę tej książki tak jak drugiej części Dworu. Nie, ponieważ w tej części, mimo tak dużych minusów, które bardzo utrudniają czytanie, Maas nie zapomniała o tym, co jej wychodzi najlepiej; akcji, niespodziewanych jej zwrotów i intrygach. Może nie znoszę Aelin, może mam żal do autorki za te naciskanie na romans, ale muszę przyznać, że ma łeb do tworzenia fabuły. Chciałabym się choć na chwilę znaleźć w jej głowie, naprawdę. Jestem pod wrażeniem jej długodystansowego myślenia, kiedy okazuje się, że niektóre rzeczy pojawiające się na końcu Imperium burz, były już planowane w Królowej cieni. Mimo wszystko, chciałabym potrafić tak pisać. Potrafi zaciekawić, wciągnąć, porwać. Tutaj akcja ciągnie się od początku do końca, mamy perspektywę wszystkich bohaterów, więc każdego możemy poznać i się z nim zbliżyć. Stawiam dużego plusa przy Dorianie, bo w końcu nabrał charakteru, w końcu nie jest tylko słodkim chłopcem, a uświadamia sobie, że stał się królem. Trzymam za niego kciuki w ostatniej części. Trzymam też za Maas, by nie zapomniała, że zaczęła fajną fantastyką i niech się tego, cholera jasna, trzyma, a nie próbuje pisać erotyki.
Nienawidziła Śmierci. Niech ją również piekło pochłonie!
                Jeśli mam być szczera, żałuję, że najpierw przeczytałam Dwór, ponieważ pokazał mi wszystkie te rzeczy, które Maas nie wychodzą, które psuje i przez to już nie czuję takiej wielkiej chęci do jej dzieł. Można powiedzieć, że zabiło to mój „hype” (zajawkę). Myślę, że gdybym przeczytała ponownie wszystkie poprzednie części, ocena mocno by spadła. Dlatego tego nie zrobię, ani teraz, ani w przyszłości, bo chcę sobie zostawić te miłe wspomnienia i chcę przeczytać ostatnią część Szklanego Tronu z uśmiechem.
                
Moja ocena: 7/10

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Uroboros!
 

9 komentarzy:

  1. Ten tom właśnie przede mną. Jest bardzo obszerny, więc nie wiem kiedy znajdę na niego czas. Mam tylko nadzieję, że romanse i miłostki nie popsują mi lektury. We wcześniejszej części ten wątek miłosny mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasami jestem chyba pod względem czytelniczym nieodpowiedzialna, bo czytam o piątym tomie, kiedy przeczytałam tylko dwa pierwsze. Ale ta seria mnie bardzo fascynuje i ubolewam, że na razie nie mogę przeczytać kolejnych tomów... Jestem ciekawa własnej opinii. A Twoja jest różna od innych, bo nie wychwala książki pod niebiosa, więc widzę, że naprawdę wiele będzie się działo. Pierwszy tom w ogóle mi się nie podobał, ale drugi zrobił już na mnie naprawdę dobre wrażenie, a obietnica, że następne są tylko lepsze, przyciąga mnie i to bardzo :)
    Pozdrawiam ;)

    lustrzana nadzieja

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam, żadnej części ale po przeczytaniu "Dworów" jestem na fali jeśli chodzi o autorkę, także oderwę się od romansideł i lecę czytać. :)

    Pozdrawiam,
    Luna Fisher

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam w planach tę serię. Jestem ciekawa czy mi się spodoba. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsze dwa tomy tej serii ogromnie mi się podobały - byłam zachwycona twórczością Maas i bohaterami jakich tworzyła oraz mnóstwem zwrotów akcji i zaskoczeń jakie serwowała w swoich książkach. Niestety od momentu kiedy pojawił sie Rowan, którego jakoś od początku nie lubiłam, moja sympatia do serii Szklany tron spadała i nie jestem nią juz tak oczarowana jak przy pierwszych dwóch częściach - owszem podoba mi się historia Aelin, ale jej poziom spadł od pierwszego do piątego tomu, a główna bohaterka z fajnej, walecznej i pewnej siebie babki stała się rozkapryszoną dziewczynką... Szkoda trochę.. ;/
    Pozdrawiam!
    https://recenzjeklaudii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ktoś nie lubi Dworów? Oj, piątka!

    OdpowiedzUsuń
  7. Co ja znowu zwęszyłam? Trochę mnie przeraża, jak bardzo zgodne jesteśmy w ocenie Maas. Mi to trochę zajęło, byłam zbyt bezkrytyczna i dałam się wciągnąć w ten dziwny stan, kiedy po premierze kolejnej części jest się już tak zniecierpliwionym, że nie patrzy się na błędy autorki. Aelin jest irytująca, choć nie aż tak, ja Feyra, no i ma małe fory, bo na początku ją lubiłam. W ogóle tyle tego romansidła i scen erotycznych to takie kiepskie zepchnięcie ToG na drogę Dworów, bo... Cholera wie. Poleciał na nie większy hype, więc ich styl od razu musi być lepszy? Nope. Ja chyba chciałabym zrobić reread, jeśli zepsuję sobie dobre wspomnienia, to będzie tylko dowód na to, jak bardzo Maas jest przeceniana. No i boję się kolejnych części, podobno Wieża Świtu jest na bardzo niskim poziomie, ale SJM tak ją ustawiła, że trzeba ją przeczytać, przed ostatnią częścią. Do 7 tomu też mam obawy, bo autorka już udowodniła, że potrafi zaliczyć ostry upadek. Zwyczajnie tej kobiecie nie ufam. Już ja z większą finezją wypieprzam w bandę na lodowisku, niż ona wprowadza romanse. No i nie zapomnijmy jej super umiejętności do przesuwania premier ToG, dalej uważam, że ostatnim razem po prostu chciała zrobić miejsce dla Dworów.
    Dziewczyno, kocham cię!

    OdpowiedzUsuń

Cześć! Cieszę się, że tu jesteś i pomagasz mi się rozwijać. Zostaw po sobie ślad, chętnie też do Ciebie wpadnę!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.