niedziela, 11 marca 2018

Tragedia czy zjadliwe? Czyli "Dwór skrzydeł i zguby" Sarah J. Maas.


Tytuł: Dwór skrzydeł i zguby.
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 3).
Autor: Sarah J. Maas.
Tytuł oryginału: A Court of Wings and Ruin.
Wydawnictwo: Uroboros.
Liczba stron: 848.
Gatunek: Fantastyka.

Opis: Feyra powraca do Dworu Wiosny, zdeterminowana by zdobyć informacje o działaniach Tamlina oraz potężnego, złowrogiego króla Hybernii, który grozi, że rozgromi cały Prythian. Jednak by to osiągnąć, musi najpierw rozegrać śmiercionośną, przewrotną grę… Jeden poślizg może zniszczyć nie tylko Feyrę, ale też cały jej świat.
W obliczu wojny, która ogarnia wszystkich, Feyra znów musi decydować, komu może ufać i szukać sojuszników w najmniej oczekiwanych miejscach. Niebawem dwie armie zetrą się w krwawej, nierównej walce o władzę.


Po koszmarze, jaki zgotował mi Dwór mgieł i furii sięgałam po tę książkę jak po karę. I nie wiem czy to moje mocno negatywne nastawienie, zaniżenie poprzeczki, czy ta książka rzeczywiście była lepsza, ale nawet udało mi się wciągnąć i na pewno wyklinać znacznie mniej.
Odnajdę cię znowu w następnym świecie... W następnym życiu. I wtedy będziemy mieli ten czas. Obiecuję.
                Książkę zaczynamy z Feyrą z powrotem na Dworze Wiosny, która przepełniona gniewem i żądna zemsty pragnie ukarać Tamlina za jego umowę z Hybernią. Działa jako szpieg, przysłuchując się i oszukując, by następnie wrócić do Velaris i opowiedzieć wszystko Rhysowi. Jednak coś krzyżuje jej plany, powrót do domu okazuje się trudniejszy, w dodatku przyprowadza ze sobą niespodziewanego gościa. Jak się okazuje, Hybernia planuje zniszczenie muru oddzielającego Prythian od świata ludzi i muszą natychmiast zacząć planować obronę. W tym celu zwołują wszystkich książąt i zbierają sojuszników, którzy będą zdolni walczyć w tej bitwie. W dodatku Nesta i Elaina dostały od Kotła więcej, niż wszyscy sądzili i mogą one być kluczem do jego zniszczenia. Szykuje się wojna, w której zginie masa ludzi i fae, wszyscy muszą postępować ostrożnie i nie dać się złamać od środka, a tym bardziej nie dać się zabić.
Nawet w przypadku istot nieśmiertelnych w życiu nie było dość czasu, by marnować go na nienawiść.
                Tak jak Feyra w drugiej części była zbolała i jakatoonasmutna, tak teraz jest zła i żądna zemsty i, jak możecie się domyślić, jest to tak samo denerwujące. Zwłaszcza, że powtarza to co parę stron. Ale! Tylko podczas pobytu na Dworze Wiosny, ponieważ później ona – o zgrozo – naprawdę zaczęła używać tej swojej makówki i choć wciąż bajdużyła, i przywodziła mi na myśl rozmarzone dziecko, to naprawdę zaczęła być znośna. Sama nie mogę w to uwierzyć. Co do innych bohaterów, stało się to samo co w Imperium burz, czyli romanse. Każdy musi kogoś mieć lub w kimś się podkochiwać, to już stało się standardem, choć tutaj Maas tak bardzo tych bohaterów nie zniszczyła, nie popsuła charakterów, chyba bardziej się postarała. Zauważyłam jednak coś śmiesznego, mianowicie drugim największym problemem bohaterów w książkach Maas (tutaj zaraz po Hybernii) są właśnie miłosne rozterki i mimo wszystko jest to dosyć zabawne. Jak dla mnie też nieco odejmuje powagi całej akcji.
- Wszyscy mamy w sobie coś strzaskanego - rzekła Mor. - Każdy na swój sposób... Okruchy w miejscach, których nikt nie zobaczy.
                A teraz całkiem szczerze, ta książka naprawdę jest lepsza od drugiej części. Tak jak napisałam na początku, nie miałam na nią najmniejszej ochoty i niesamowicie żałuję, że się zapisałam na egzemplarz recenzencki, bo mam tę książkę już od października tamtego roku, a mamy marzec i dopiero dodaję recenzję. O ile przez początek nie mogłam tego czytać, bo ani na chwilę nie potrafiłam wykrzesać z siebie nienawiści do Tamlina, później Feyra wróciła do Rhysa i pierwsze co, to pojawiła się łóżkowa scena (trwająca cztery strony), już miałam rzucić to w cholerę, to później naprawdę zaczęło się coś dziać. I nie była to akcja rodem z drugiej części, czyli ratowanie Feyry z jej koszmarów, a faktycznie nadciągające niebezpieczeństwo i podjęte wobec tego działania. Może dzięki temu (albo może Maas w końcu się ogarnęła) erotycznych scen Feyry i Rhysanda było bardzo mało, chyba trzy albo cztery, a razem z tym odpuszczone zostały seksualne podteksty, potyczki słowne i "kuszenie" siebie nawzajem. Nawet nie wiecie jak dobrze mi się czytało bez tego.
Ale to jest wojna. Nie stać nas na realizowanie wyłącznie dobrych pomysłów. Możemy tylko wybierać między złymi a gorszymi.
                W ogólnym rozrachunku ta książka nie wypadła tak źle, jak się spodziewałam. Były błędy, mniejsze, które mi się nie podobały, między innymi chciałabym "zobaczyć" więcej relacji czysto rodzinnych między bohaterami, bo Feyra cały czas powtarza jak się kochają, ale głównie są to tylko słowa. Sytuacji, które mi nie przypadły do gustu, dla mnie niepotrzebnych, było dużo, ale wyciąganie każdej z osobna mija się z celem, nie chcę też zbytnio spoilerowac. Tamlina dalej lubię, Maas nie udało się mnie złamać aż do końca (zwłaszcza, że pozwoliła mu odpokutować), Feyra wciąż jest głupiutka i chyba nic tego nie zmieni, Rhysa lubię, choć nie ubóstwiam – reszta bohaterów jednak specjalnie na mnie nie wpłynęła, nie było okazji, by jakkolwiek się z nimi zżyć, poznać lepiej, tego też mi brakowało. Książka mnie nie "zniszczyła" tak jak większości, ale przyznaję sama przed sobą, że jestem pozytywnie zaskoczona i udało mi się wciągnąć w akcję – dzięki temu, że ona rzeczywiście była. Jestem nawet na tyle emocjonalna, że na niektórych scenach się wzruszyłam, zwłaszcza pod koniec, gdy przeczytałam jak nazywały się statki.
Zawsze sądziłem, że śmierć polega na jakimś spokojnym powrocie na łono przodków - jest słodką, choć smutną kołysanką, która poniesie mnie do tego, co nas czeka potem.
                Czy polecam? Sama nie wiem. Niby było lepiej, ale to wciąż nie jest to. Książka o dziwo przyjemna, ale osobiście nie doczytałam się żadnych większych wartości ani czegoś, co w niej można uwielbiać. Sam zamysł, świat fae, magiczne postacie, jest dla mnie intrygujący i bardzo te klimaty lubię, ale takie wykonanie akurat mi nie podpadło. Jeśli kogoś, tak jak mnie, zraził drugi tom, to bym się zastanowiła, ale jeśli nie, to jak najbardziej sięgajcie.

Moja ocena: 5/10

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Uroboros!
 

4 komentarze:

  1. Moje ukochane Dwory! Książka, a właściwie seria, która była na pierwszym miejscu jeśli chodzi o zeszłoroczne lektury. Jak dla mnie fenomenalna i z pewnością jeszcze do niej wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W trzecim tomie było mniej scen erotycznych, ale z drugiej strony książka była trochę nudna, akcji prawie zero, zakończenie nijakie, bez polotu. Według mnie autorka nie miała pomysłu na pociągnięcie akcji w tym trzecim tomie i jakiś ciekawy finał - bała się zaryzykować. To zagranie pod koniec z pewną śmiercią (nie będę wdawać się w szczegóły, bo jeszcze coś komuś zaspojleruje) bardzo słabe. Co to w ogóle miało by? Dla mnie trzecia część niestety była najsłabsza z całej serii, a najlepsza druga. Co człowiek, to inna opinia :)
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta książka jest tak rozmemłana, tak nijaka... Aż nawet głupio mi było ją czytać. Jak z dupy, za przeproszeniem, zaczynały się dziać zaskakujące rzeczy, a Feyra stawała się superbohaterkę.
    No nie mogę zdzierżyć tej książki.

    OdpowiedzUsuń

Cześć! Cieszę się, że tu jesteś i pomagasz mi się rozwijać. Zostaw po sobie ślad, chętnie też do Ciebie wpadnę!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.