Tytuł: Inkub.
Cykl: Jednotomowa.
Autor: Artur Urbanowicz.
Tytuł oryginału: Inkub.
Liczba stron: 728.
Gatunek: Horror.
Opis: Dwie epoki.
Dwie historie.
Jedna wioska.
Jedna czarownica.
Jedna klątwa.
Wyobraź sobie, że możesz wszystko. Nawet oszukać śmierć.
Nad Suwalszczyzną za kilka dni pojawi się zorza polarna. W Jodoziorach, małej wiosce na prowincji, zostają znalezione spopielałe zwłoki małżeństwa. Wśród lokalnej społeczności miejsce to owiane jest złą sławą, słynie ze szczególnego nasilenia przemocy, chorób, zaginięć i samobójstw. Mówi się też o zjawiskach nadprzyrodzonych – niezidentyfikowanym zielonym świetle, odgłosach niewiadomego pochodzenia, a także o nawiedzonym domu. Miejscowi wierzą, że to on rozsyła wokół negatywną energię, która wydobywa z ludzi najgorsze instynkty.
Tajemnicami wioski żywo interesuje się młody dzielnicowy, który wkrótce popełnia samobójstwo. Sprawę jego śmierci bada Vytautas Česnauskis, policjant na wpół litewskiego pochodzenia z komendy miejskiej w Suwałkach. Odkrywa, że mroczna historia Jodozior ma swoje korzenie w latach siedemdziesiątych. Wtedy miała tam mieszkać kobieta, która parała się czarami…
To mój pierwszy polski horror i jakiś trzeci ogólnie. Nie miałam żadnych wymagań co do niej, bo ani nie znałam autora, ani do końca gatunku. Nie wiedziałam do końca czego oczekiwać, ale nie spodziewałam się, że ta książka tak łatwo mnie pochłonie.
Kiedy zdajesz sobie sprawę, że źródło twojego lęku to nie bajka, strach rośnie w siłę.
Vytautas Česnauskis oraz jego przyjaciel, Chester, policjanci z Suwałk, otrzymują zlecenie ewakuacji ludności z pobliskiej wsi Jodoziory, gdzie podobno jest jakieś skażenie terenu. Tam dowiadują się o dziwnej śmierci dwojga ludzi, którzy umierając zamienili się w popiół. Jest też dom ogrodzony bardzo ciasno, jakby zamknięty w klatce, do którego nie da się wejść. I jest chata, przez którą Vytautas z niewiadomych przyczyn odczuwa niepokój. A na domiar wszystkiego Sylwia, śliczna młoda kobieta, która rozprasza samotnego, trzydziestoletniego kawalera, Vytautasa. Kiedy mężczyzna dowiaduje się o dziwnych sytuacjach zaistniałych w wiosce i tragicznym wypadku policjanta, który interesował się jej historią, sam zaczyna węszyć. Im bliżej jest do rozwiązania zagadki, tym robi się niebezpieczniej, jakby coś chciało go stamtąd wykurzyć. Vytautas jest jednak nieugięty, zbyt ciekawy tego, co odkryje, a w pewnym momencie jest już za późno, żeby się wycofać. Jeśli za definicję czarów uznać oddziaływanie na innych za pomocą określonych słów-zaklęć, czarownikiem zostać może każdy z nas. Każdy potrafi wypowiadać słowa, które zadają ból.
Akcja książki dzieje się w dwóch epokach, w 1971 roku, gdzie poznajemy przeszłość Jodozior, ówczesną czarownicę oraz między innymi Krystynę Bondzio i jej rodzeństwo, którzy pojawiają się również w 2016 roku, kiedy to w Jodoziorach ponownie zaczyna się źle dziać i Vytautas próbuje rozwikłać zagadkę. Dzięki temu, że przeplatają się dwie akcje w zupełnie różnych czasach (na przemian „obecnie” i „kiedyś”), nie sposób się pomylić. Nie dostajemy historii Jodozior na tacy, razem z Vytautuasem odkrywamy co tam się działo, dlaczego akurat ten dom jest ogrodzony i co zrobili mieszkańcy w 1971 roku, że nagle wszystko ucichło. Osobiście świetnie bawiłam się podczas czytania, lubię zagadkowe książki, kiedy można obstawiać kto jest kim i dlaczego dzieje się akurat tak, żeby na końcu przekonać się, że w niczym nie miałam racji.
Najgorsze, co może spotkać zdeterminowanego człowieka, to rozczarowanie, że jego wysiłki nie przynoszą oczekiwanych rezultatów.
To nie jest książka, przy której będziesz trząść się ze strachu. Momentami pojawią się ciarki i ukłucie niepokoju, ale nie boisz się tego, o czym czytasz. To przychodzi po czasie, kiedy późnym wieczorem wracasz do domu i przypominasz sobie o Jodoziorach. Daję słowo, że wtedy wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach. Niezwykle klimatyczna historia osadzona na Suwalszczyźnie, a sam autor w posłowie informuje nas, że niektóre sytuacje naprawdę miały miejsce. Zaciekawiło mnie to na tyle, że sama chętnie wybrałabym się w tamte okolice i pozwiedzała. Dzięki tej książce dowiedziałam się nawet, że czarownica i wiedźma to dwie zupełnie różne osoby i nie wygląda to tak, jak wcześniej myślałam. Książka to niezły grubasek, ale styl pisania autora i wciągająca fabuła sprawia, że czytanie idzie błyskawicznie. W tym roku czytanie idzie mi bardzo wolno i byłam przekonana, że z miesiąc mi to zajmie, ale byłam tak ciekawa końca, że nawet nie zauważyłam, kiedy już do niego zmierzałam. Czytaniu towarzyszy mnóstwo emocji, a autor zadaje wiele ciosów i po namyśle stwierdziłam, że bez nich by się nie obeszło. To te momenty, przy których zatrzymasz się i rzucisz ulubionym słowem Vytautusa (wybaczcie za brak gwiazdek), bladzią.
Moja ocena: 10/10.
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Vesper!


Słyszałam już dużo dobrego o tej książce i Twoja recenzja tylko potwierdza zachwyty nad nią. No nic, i ja muszę się zapoznać z tą książką.
OdpowiedzUsuńKsiążki jak narkotyk
Książka wydaje się być interesująca :) w wolnej chwili będę chciała ją przeczytać :)
OdpowiedzUsuńSama jestem po lekturze Inkuba i wciąż nie mogę wyjść z szoku. Nie wiem jak emocje ubrać w słowa. Wiem natomiast, że twoja recenzja przekonałaby mnie do sięgnięcia po ten tytuł. Pozdrawiam i polecam poprzednie książki autora.
OdpowiedzUsuńMiło mi! Na pewno się zabiorę :D
UsuńNie znam autora, ale dużo dobrego słyszałam i o nim jak i o książce. Przeważnie nie czytam horrorów, ale tak mnie zaciekawiłas, że chyba sięgnę po tę książkę. Mam nadzieję że nie będę miała dużej schizy. 😂🙈
OdpowiedzUsuńKażdy reaguje inaczej, ale przynajmniej mogę obiecać, że będzie warto :D
UsuńAle wysoka ocena, wow! Nie jestem pewna czy sięgnę po tę książkę, ale tytuł będę mieć na uwadze!
OdpowiedzUsuń