Tytuł: Dom ziemi i krwi.
Cykl: Księżycowe miasto (tom 1 i 2).
Autor: Sarah J. Maas.
Tytuł oryginału: The House of Earth and Blood.
Liczba stron: 555 i 621. (sugeruję się tutaj wydaniami recenzenckimi).
Tłumaczenie: Marcin Mortka.
Wydawnictwo: Uroboros.
Opis: Bryce Quinlan kocha swoje życie. W dzień pracuje w galerii z antykami, sprzedaje nie do końca legalne magiczne artefakty, a nocą imprezuje razem z przyjaciółmi, delektując się każdą przyjemnością, jaką Lunathion, znane również jako Księżycowe Miasto, ma do zaoferowania. Gdy dochodzi do bezwzględnego morderstwa, wszystko zaczyna się rozpadać - również jej świat. Mimo że oskarżony ląduje za kratami, zbrodnie zaczynają się na nowo, a Bryce trafia w centrum dochodzenia. Zrobi wszystko, aby pomścić śmierć przyjaciół.
(opis tylko pierwszego tomu).
(opis tylko pierwszego tomu).
Objętość
książki i przełożenie jej na polskie standardy zmusiło
wydawnictwo do podziału historii na dwie części. Ja mimo wszystko
traktuję oba tomy jako całość i postanowiłam zawrzeć je w
jednej recenzji. Czy "Dom ziemi i krwi" to powiew
świeżości, czy może odgrzewany kotlet?
To symbol, a symbole zawsze kryją w sobie moc.
![]() |
| https://www.instagram.com/blue.spark.books/?hl=pl |
Bryce
Quinlan, pracująca w galerii z antykami, pewnej nocy traci
przyjaciół, którzy zostali bestialsko zamordowani. Bryce jest
pół-fae, czyli kimś, kto nie ma szans zaistnieć w Księżycowym
Mieście, zazwyczaj ludzie są tam tylko w roli służących, ona
jednak została uznana za członkinie dworu jej ojca i nikt nie
mógł zrobić jej krzywdy. Dwa lata żyje ze świadomością, że
gdyby nie ona, jej przyjaciele może by żyli, dopóki w galerii nie
pojawia się Archanioł Micach i zleca jej odnalezienie mordercy.
Dlaczego akurat teraz i dlaczego akurat Bryce? Po mieście zaczynają
kręcić się demony przyzywane z najgłębszych otchłani, ludzie
buntują się przeciwko systemowi, nie mogąc znieść tego, że bez
magii we krwi są traktowani jako gorsi, a sama Bryce jako partnera
do śledztwa dostała Hunta Athalara, zwanego jako Cień Śmierci,
najniebezpieczniejszego zabójcę pod władzą Micacha. Razem
zagłębiają się w najciemniejsze uliczki miasta, szukając
odpowiedzi na dręczące pytania i nie zdają sobie sprawy, że są
dużo bliżej rozwiązania zagadki, niż myślą.
Bryce obejrzała paznokcie i uśmiechnęła się,a potem uścisnęła manicurzystkę.
"Ja pieprzę, uścisnęła ją – pomyślał Hun. – Jak bohatera wojennego za odwalenie dobrej roboty".
Z
Maas mam taki problem, że ja wiem, że jej książki nie są
idealne, ale jest w nich coś, co sprawia, że nie mogę się
oderwać. Nawet jeśli mam wrażenie, że skądś już to znam, tak
jak przy "Księżycowym mieście". Bo muszę przyznać, że
jeśli czytaliście poprzednie książki Maas, to w tej nowej nie
znajdziecie niczego nowego. Bohaterka Fae, jej kuzyn Fae,
zmiennokształtni, facet ze skrzydłami, grupa przyjaciół próbująca
powstrzymać nadciągające zło. Motyw wybrańca, nadchodząca
wojna, przyjaźnie i romanse. To wszystko charakteryzuje twórczość
Maas, która cały czas lawiruje wokół tych samych tematów, a mimo
to potrafi stworzyć coś, czego nikt się nie spodziewa. Korzysta
jednocześnie ze schematów i własnej wyobraźni, potrafi czytelnika
zaskoczyć i omamić. Sarah J. Maas udowadnia, że nie ma nic złego
w korzystaniu z wytartych tematów, jeśli potrafisz odpowiednio się
nimi posługiwać i nagiąć na swoją korzyść.
– Trzymaj się mnie, Athalar. – [...] – A może z czasem zdołasz jakoś wyciągnąć ten kij z dupy.
Pewne
rzeczy się jednak nie zmieniają i są to bohaterowie. Momentami
czułam się, jakbym wróciła do "Szklanego tronu", bo
Bryce do bólu przypominała Cealenę, była jednak bardziej wulgarna
i denerwująca. W ogóle nie odczułam jej przyjaźni z Daniką,
możecie nazwać nie boomerem, możecie powiedzieć, że nie znam
życia, ale dla mnie wyzywanie siebie od zdzir, suk i lachociągów
wcale nie pokazuje, jak bardzo się kochacie. Podczas czytania
momentami miałam wrażenie, jakby to Bryce była przyjaciółką dla
Daniki – na odwrót natomiast nie. I to były chwile, kiedy nawet
lubiłam Bryce i współczułam jej, bo gdzieś w tym widziałam
siebie. W innych momentach po prostu czułam do Bryce odrazę. A w
jeszcze innych mogłam ją tolerować.– Wszystko gra?
– Tak.
Czyli nie.
Autorka
potrafi stworzyć świetną fabułę z wartką akcją, ale zawsze
znajdzie miejsce na romans. I pierwszy raz w jej książkach podobał
mi się. Athalar był ciekawą postacią, samotną, zniszczoną, z
tragiczną przeszłością, bez szans na odkupienie. Jako Upadły był
na rozkazach swojego aktualnego właściciela, kupiony niczym pies z
hodowli. Właściciela, który daje jemu i Bryce za zadanie
odnalezienie mordercy grasującego po mieście. Athalar dostaje
propozycję nie do odrzucenia, która może skrócić jego
męczennictwo, Bryce natomiast ma okazję, by pomścić śmierć
przyjaciół. Ta dwójka to prawdziwa mieszanka wybuchowa i muszę
przyznać, że nieraz uśmiechałam się do siebie, gdy czytałam ich
przekomarzania i zabawne tekściki.
I o to właśnie chodzi, Bryce. O to chodzi w życiu. By je przeżyć. By kochać. By pamiętać, że wszystko może zniknąć następnego dnia. Wszystkie te uczucia czynią życie o wiele cenniejszym.
Pierwsza
część jest typowym wprowadzeniem do świata i nie zniechęcajcie
się, jeśli się pogubicie – Maas stworzyła tak rozbudowany
świat, że widocznie i jej było ciężko nam to dobrze przedstawić,
i nam się rozeznać. Ze trzy razy zapomnicie, kto jest kim i
dlaczego, ale później to naprawdę przestaje mieć znaczenie. Gdy
akcja narasta, chce się tylko czytać dalej i dowiedzieć się, kto
stoi za zabójstwami, kto przywołuje demony i jakie mają zadanie.
Mamy tutaj mnóstwo różnych postaci fantastycznych, począwszy od
Fae, przez anioły, wampiry i wilkołaki, do pomniejszych demonów i
upiorów. Świetne zwroty akcji, zagadki, mnóstwo zaskoczeń, dużo
emocji, rozwiązania, których nawet się nie spodziewamy. Podobno ma
być seria, zakończenie natomiast wydaje się na tyle zamknięte,
jakby nie było kontynuacji, wierzę jednak w umiejętności Maas i
czekam na dalsze informacje na ten temat.
Moja ocena: 8/10
Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Uroboros!



Na początku byłam ciekawa nowej serii Mass, ale im dalej od premiery tym coraz mniej jestem nią zainteresowana. Nie pomagają skrajnie różne opinie. Ważne, że tobie się podobała.
OdpowiedzUsuńKsiążki jak narkotyk
Najlepiej to właśnie samemu się przekonać :)
UsuńMam to samo, chociaż widzę potknięcia, widzę pewne rzeczy, które są średnie, to i tak się zachwycam. Jak czytałam tę książkę, to z pobłażaniem myślałam sobie o tym, jak idealni są wszyscy bohaterowie, bo to takie typowe dla autorki. Jednak mimo to (oraz innych wad/potknięć) byłam naprawdę zadowolona z lektury i czekam na więcej!
OdpowiedzUsuńRzadko sięgam po literaturę tego gatunku. Oprócz "Pana Lodowego Ogrodu" nie znalazłam do tej pory czegoś co by mnie zachwyciło. Tą autorkę odpuszczę ale zajrzę do Ciebie jeszcze. Może dzięki Tobie znajdę to czego szukam w dobrej literaturze. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńGdzieś nawet słyszałam, że autorka ma po prostu fetysz ze skrzydłami, dlatego tak często jej bohaterowie mogą się nimi pochwalić. Cóż, ja jeszcze nie mogę określić, jak głęboki on jest (fetysz, rzecz jasna), ale mam w planach inną książkę tej autorki, gdzie jak przypadnie mi do gustu, to zapewne sięgnę po kolejne. Ale nie będę spodziewać się cudów, aby nie przeżyć zawodu.
OdpowiedzUsuńWspaniałe są te okładki :)
OdpowiedzUsuńTak, zgadzam się. Maas ma coś takiego, że nie są to najlepsze książki, a mimo to sprawiają wielką przyjemność, wciągają bez reszty i czytelnik naprawdę ma na nie chęć. ;)
OdpowiedzUsuń