sobota, 12 stycznia 2019

Mogło być lepiej, czyli "Alan Cole nie jest tchórzem" Eric Bell.


Tytuł: Alan Cole nie jest tchórzem.
Cykl: Jednotomowa.
Autor: Eric Bell.
Tytuł oryginału: Alan Cole Is Not a Coward.
Wydawnictwo: YA!
Liczba stron: 340.
Gatunek: Młodzieżowe.
Opis: Jak przeżyć szkołę średnią, jeśli nie chcesz rzucać się w oczy? Życie nastolatka bywa naprawdę okrutne. Alan Cole wie o tym doskonale. Wymagający ojciec, nękający na każdym kroku okrutny straszy brat Nathan... a na domiar złego ten uroczy chłopak ze stołówki. Nikt nigdy nie może się dowiedzieć o tym uczuciu! Niestety, przebiegły brat nie dość, że odkrywa sekret, to jeszcze posuwa się do szantażu. Rozpoczyna się gra. Cole vs Cole. Czy Alan sprosta siedmiu niemal niemożliwym do wykonania zadaniom? Czy uda mu się zachować tajemnicę? Czy zdoła przeciwstawić się bratu?






Ostatnio dużo mamy do czynienia z wątkami homoseksualnymi w książkach, serialach i filmach, mam wrażenie też, że zaczęła się fala powstawania i wydawania książek typowo o homoseksualistach. Tutaj mamy Alana Cole’a, który ma dwanaście lat i jest gejem. Nie wiem, co autor chciał przekazać pisząc tę książkę, ale chyba nie do końca poszło po jego myśli.
Jeśli szanse są większe od zera, to jest jeszcze dla mnie nadzieja. A to znaczy, że nie powinienem się poddawać, bez względu na to, co się wydarzy.
Alan Cole, jak już wspomniałam, ma dwanaście lat i jest gejem. W szkole trzyma się z dwójką znajomych, którzy nic nie wiedzą o jego orientacji. Wie natomiast brat Alana, który znęca się nad nim przy każdej możliwej okazji. Nathan i Alan mają swoją grę „Cole vs Cole”, gdzie przydzielają sobie zadania i muszą je wykonać, inaczej poniosą karę. Nathan wie, że Alan jest gejem i kocha się w jakiś chłopaku ze szkoły, więc jeśli Alan nie wykona zadań, cała szkoła się o tym dowie. Chłopak nigdy nie wygrał z Nathanem, ale tym razem dzięki pomocy przyjaciół naprawdę ma szanse. 
Czasami nawet najmądrzejsze dzieciaki potrzebują lekcji. 
Zacznę od tego, że niesamowicie się wynudziłam podczas czytania. Odkąd skończyłam minęły może dwa tygodnie, a ja już nie pamiętam poszczególnych imion i co właściwie się tam działo. Nie wiem, czy jestem już za stara, w lutym skończę dziewiętnaście lat, ale czułam się, jakbym czytała średnią bajkę dla dzieci. Żarty były infantylne, głupie, cała historia dosyć naiwna, przekoloryzowana. Sam Alan, jako dwunastolatek, wyjątkowo dorosły, mądry i święcie przekonany o swojej orientacji. Nie zrozumcie mnie źle, bardziej chodzi mi o to, że sama byłam dwunastolatką, mieszkam z dziećmi w wieku dziesięć i jedenaście lat i Alan wydawał mi się dużo starszy, niż dwanaście lat. Nie oszukujmy się, to jeszcze dziecko, a niektóre jego myśli i spostrzeżenia można by przypisać dorosłym. 

Szanse są większe od zera. 
Alan miał w domu horror. Ojciec twardo wychowywał synów, oboje się go bali, bała się go również matka. Zostało to oczywiście wyjaśnione, co nim kierowało, ale mimo wszystko myślę, że w żaden sposób go nie usprawiedliwiało. Przedstawiono nam powód i zero rozwiązań. Sytuacja w domu, choć oczywiście smutna, wydawała mi się bez sensu i zbyt przerysowana, jakby autor na siłę próbował dodać historii dramatu. 
No cóż... Długopisy są wypełnione tuszem, trochę jak ośmiornice, a wszyscy kochają ośmiornice. Możesz więc sobie wyobrazić, że nosisz w kieszeni taką małą ośmiorniczkę...
Jeśli chodzi o samą fabułę, to wszystko kręci się wokół gry. Miałam nadzieję na historię o nastolatku, który odkrywa siebie, ale Alan już dawno się odkrył. Czułam się, jakbym została wrzucona w środek historii, bo wątek jego seksualności był tutaj najsłabiej rozwinięty (mimo że właśnie tym książka się promuje), był to tylko powód do gry, do tego, żeby jego brat miał go czym straszyć i żeby Alan wygrał. Pozostawało mu jedynie pokonać brata. I było to tak przeciągane, że w połowie odłożyłam książkę na miesiąc, zanim do niej wróciłam. Wartości, które autor chciał pokazać, jak przyjaciele, rodzina i tym podobne, rzeczywiście były, ale pojawiły się nagle, nie z ciągu przyczynowo skutkowego, po prostu na końcu Alan nagle sobie uświadomił, że ma przyjaciół i z bratem wcale nie musi walczyć. Od tak, właściwie. A mówię to ja, gdzie uwielbiam doszukiwać się wartości, drugiego dna i tym podobnych. 


Nazywam się Alan Cole i nie jestem tchórzem. Już nie 
Zdecydowanie fanką Erica Bella nie zostanę, książka mnie wynudziła, ani razu się nie uśmiechnęłam. Mam wrażenie, że ludzie na siłę próbują zrobić z niej uroczą historię o nastolatku geju, ale nie ma w niej nic specjalnego, co zapadłoby w pamięć, skłoniło do myślenia czy chociażby sprawiło, żebyśmy dobrze się bawili.


Moja ocena: 3/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu YA!

1 komentarz:

  1. A to dla mnie ta książka nie była taka zła! Daleko jej do ideału, ale całkiem nieźle się przy niej bawiłam.

    www.kulturalnameduza.pl

    OdpowiedzUsuń

Cześć! Cieszę się, że tu jesteś i pomagasz mi się rozwijać. Zostaw po sobie ślad, chętnie też do Ciebie wpadnę!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.