Tytuł: Pacjentka.
Cykl: Jednotomowa.
Autor: Alex Michaelides.
Tytuł oryginału: The Silent Patient.
Tłumaczenie: Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik.
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 352.
Opis: Na tę okazję Theo Faber, psychoterapeuta sądowy, czekał od lat. Nareszcie otrzymał upragnioną posadę w The Grove, szpitalu psychiatrycznym o podwyższonym rygorze. Nie skusiła go jednak perspektywa podwyżki czy prestiż, lecz możliwość pracy z Alicią Berenson.
Jej historia kilka lat wcześniej zelektryzowała Wielką Brytanię. Piękna malarka, żona znanego fotografa, która strzela mu prosto w twarz i na resztę życia pogrąża się w milczeniu, a jako jedyne wyznanie i świadectwo zostawia obraz - autoportret. Nic dziwnego, że kobieta nadal rozpala wyobraźnię dziennikarzy i łowców sensacji.
Wszyscy chcą wiedzieć, dlaczego Alicia zabiła męża. Theo jako jedyny stawia zupełnie inne pytanie: dlaczego nic nie mówi? Jest zdecydowany znaleźć na nie odpowiedź za wszelką cenę. Gdzie jednak szukać tropów, skoro główna bohaterka tragedii uparcie milczy i odmawia współpracy.
Książka
leżała u mnie na półce od dłuższego czasu, ale jakoś nie
miałam kiedy się za nią zabrać. Swego czasu można było zobaczyć
ją wszędzie, do dziś jest reklamowana i wychwalana, więc w końcu
po nią sięgnęłam, by sprawdzić, o co tyle szumu. No właśnie, o
co?
Wierzę, że wszyscy jesteśmy wariatami, tylko w różny sposób.
![]() |
| https://instagram.com/blue.spark.books |
O miłości. O tym, jak często błędnie uznajemy ją za fajerwerki, dramatyzm, dysfunkcję. Tymczasem prawdziwa miłość jest bardzo cicha, spokojna. Nudna, jeśli patrzy się na nią z perspektywy dramatyzmu. Miłość jest głęboka i spokojna. I trwała.
Pierwszą
połowę książki czytałam z ogromnym napięciem, zaciekawiona, nie
mogłam się oderwać i wyczekiwałam tylko kolejnych smaczków na
temat sprawy Alicii. Niestety, im bardziej akcja przyspieszała, tym
mniej byłam zainteresowana. Tak jak wspomniałam, autor nie mógł
się doczekać, by zdradzić nam zakończenie i domyśliłam się go
jakieś sto stron przed końcem książki. Naprawdę nie jest trudno
powiązać koniec z końcem, bo autor podaje nam niemal wszystko na
tacy. W momencie, gdy pojawił się wątek tajemniczego obserwatora,
moje zaangażowanie zaczęło spadać, bo im dalej był ciągnięty,
tym bardziej byłam pewna, że mam rację. Zazwyczaj nawet jeśli
odgadnę zakończenie, to i tak czuję satysfakcję, bo dałam radę
rozwiązać tak misternie zaplanowaną akcję, tutaj jednak czułam
się, jakby autor nie wierzył w swoich czytelników i musiał im
pomóc.
Łapanie znikających płatków śniegu przypomina trochę chwytanie szczęścia. W miejsce posiadania natychmiast pojawia się pustka.
Jest
to naprawdę dobrze wykreowany plan, z którego nie został
wyciśnięty cały potencjał. Książka wciąga i czyta się bardzo
przyjemnie, w dodatku w ekspresowym tempie, ale zabrakło tutaj
łupnięcia, jakiejś nutki niepokoju, moje serce nie zabiło
szybciej, a gatki były cały czas na swoim miejscu. Mimo wszystko
nie uważam tej książki za stracony czas i pieniądze, bo dawno nie
przeczytałam jakiejś tak szybko i taka lekka historia była
przyjemną odskocznią od bardziej wymagających pozycji, a ostatnio
królują u mnie lektury do powtórki przed maturą. Czy polecam?
Właściwie tak, w gruncie rzeczy nie była to zła historia, całość
była spójna i logiczna, w dodatku jest tutaj wiele
"psychologicznych gadek", które uwielbiam i wyciągnęłam
naprawdę sporo wartościowych cytatów.
Moja ocena: 6/10.


Wielu uważa, że ta książka nie wykorzystała swojego potencjału, dlatego zastanawiam się, czy po nią sięgnąć. Z jednej strony intryguje mnie, ale wydaje mi się, że nie ma tego pazura, którego obecnie szukam w książkach. Na razie sobie odpuszczę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Biblioteka Feniksa
Szkoda, że książka nie wywołała u Ciebie efektu wow, ale myślę, że skoro dobrze się przy niej bawiłaś to nie straciłaś czasu. ;)) Ja mam ochotę przekonać się na własnej skórze czy i mnie ten tytuł wciągnie.
OdpowiedzUsuń"Pacjentka" to książka, która raz mnie do siebie przekonuje, a zaraz potem odstrasza. Teraz już sama nie wiem, czy sięgnąć, czy nie, skoro aż tak Cię nie porwało. To chyba jedna z tych książek, do których trzeba się przymusić, żeby sięgnąć. :)
OdpowiedzUsuńPomistrzowsku
Mi akurat książka bardzo się podobała, ale widocznie miałam wobec niej inne oczekiwania niż ty :)
OdpowiedzUsuńSzkoda, że nie został wykorzystany cały potencjał książki. Ja jeszcze jej nie czytałam, ale kiedyś na pewno to zrobię.
OdpowiedzUsuńKsiążki jak narkotyk