sobota, 25 kwietnia 2020

O co tyle szumu? "Pacjentka" Alex Michaelides.


Tytuł: Pacjentka.
Cykl: Jednotomowa.
Autor: Alex Michaelides.
Tytuł oryginału: The Silent Patient.
Tłumaczenie: Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik.
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 352. 
Opis: Na tę okazję Theo Faber, psychoterapeuta sądowy, czekał od lat. Nareszcie otrzymał upragnioną posadę w The Grove, szpitalu psychiatrycznym o podwyższonym rygorze. Nie skusiła go jednak perspektywa podwyżki czy prestiż, lecz możliwość pracy z Alicią Berenson.
Jej historia kilka lat wcześniej zelektryzowała Wielką Brytanię. Piękna malarka, żona znanego fotografa, która strzela mu prosto w twarz i na resztę życia pogrąża się w milczeniu, a jako jedyne wyznanie i świadectwo zostawia obraz - autoportret. Nic dziwnego, że kobieta nadal rozpala wyobraźnię dziennikarzy i łowców sensacji. 
Wszyscy chcą wiedzieć, dlaczego Alicia zabiła męża. Theo jako jedyny stawia zupełnie inne pytanie: dlaczego nic nie mówi? Jest zdecydowany znaleźć na nie odpowiedź za wszelką cenę. Gdzie jednak szukać tropów, skoro główna bohaterka tragedii uparcie milczy i odmawia współpracy. 




Książka leżała u mnie na półce od dłuższego czasu, ale jakoś nie miałam kiedy się za nią zabrać. Swego czasu można było zobaczyć ją wszędzie, do dziś jest reklamowana i wychwalana, więc w końcu po nią sięgnęłam, by sprawdzić, o co tyle szumu. No właśnie, o co?
Wierzę, że wszyscy jesteśmy wariatami, tylko w różny sposób.

https://instagram.com/blue.spark.books
Muszę przyznać, że sytuacja głównej bohaterki zaintrygowała mnie od razu. Alicia, znana malarka, zostaje znaleziona w swoim domu z podciętymi żyłami i mężem, którego przywiązała do krzesła i strzeliła kilkakrotnie w twarz. A przynajmniej tak ustaliła policja, bo Alicia po tym wszystkim milknie na lata i trafia do szpitala psychiatrycznego. Ani nie przyznaje się do winy, ani się nie broni, a jedynym znakiem od niej pozostaje obraz zatytułowany "Alkestis". To naprawdę zapowiadało się świetnie, autor wymyślił zagadkę, którą ogromnie miałam ochotę rozwiązać. Równie mocno zaangażowany był Theo, psychoterapeuta, który postawił sobie cel, że za wszelką cenę wyleczy Alicię. Dla niej zmienia miejsce pracy, nagina reguły, łamie zasady, tylko po to, by rozwikłać tajemnicę. Autor również wydawał się bardzo przejęty, jakby nie mógł się doczekać, by to zakończenie nam zdradzić, przez co zamiast okrzyku zaskoczenia pojawiło się westchnienie zawodu.
O miłości. O tym, jak często błędnie uznajemy ją za fajerwerki, dramatyzm, dysfunkcję. Tymczasem prawdziwa miłość jest bardzo cicha, spokojna. Nudna, jeśli patrzy się na nią z perspektywy dramatyzmu. Miłość jest głęboka i spokojna. I trwała. 

Pierwszą połowę książki czytałam z ogromnym napięciem, zaciekawiona, nie mogłam się oderwać i wyczekiwałam tylko kolejnych smaczków na temat sprawy Alicii. Niestety, im bardziej akcja przyspieszała, tym mniej byłam zainteresowana. Tak jak wspomniałam, autor nie mógł się doczekać, by zdradzić nam zakończenie i domyśliłam się go jakieś sto stron przed końcem książki. Naprawdę nie jest trudno powiązać koniec z końcem, bo autor podaje nam niemal wszystko na tacy. W momencie, gdy pojawił się wątek tajemniczego obserwatora, moje zaangażowanie zaczęło spadać, bo im dalej był ciągnięty, tym bardziej byłam pewna, że mam rację. Zazwyczaj nawet jeśli odgadnę zakończenie, to i tak czuję satysfakcję, bo dałam radę rozwiązać tak misternie zaplanowaną akcję, tutaj jednak czułam się, jakby autor nie wierzył w swoich czytelników i musiał im pomóc.
Łapanie znikających płatków śniegu przypomina trochę chwytanie szczęścia. W miejsce posiadania natychmiast pojawia się pustka. 

Jest to naprawdę dobrze wykreowany plan, z którego nie został wyciśnięty cały potencjał. Książka wciąga i czyta się bardzo przyjemnie, w dodatku w ekspresowym tempie, ale zabrakło tutaj łupnięcia, jakiejś nutki niepokoju, moje serce nie zabiło szybciej, a gatki były cały czas na swoim miejscu. Mimo wszystko nie uważam tej książki za stracony czas i pieniądze, bo dawno nie przeczytałam jakiejś tak szybko i taka lekka historia była przyjemną odskocznią od bardziej wymagających pozycji, a ostatnio królują u mnie lektury do powtórki przed maturą. Czy polecam? Właściwie tak, w gruncie rzeczy nie była to zła historia, całość była spójna i logiczna, w dodatku jest tutaj wiele "psychologicznych gadek", które uwielbiam i wyciągnęłam naprawdę sporo wartościowych cytatów.

Moja ocena: 6/10.

5 komentarzy:

  1. Wielu uważa, że ta książka nie wykorzystała swojego potencjału, dlatego zastanawiam się, czy po nią sięgnąć. Z jednej strony intryguje mnie, ale wydaje mi się, że nie ma tego pazura, którego obecnie szukam w książkach. Na razie sobie odpuszczę.

    Pozdrawiam,
    Biblioteka Feniksa

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że książka nie wywołała u Ciebie efektu wow, ale myślę, że skoro dobrze się przy niej bawiłaś to nie straciłaś czasu. ;)) Ja mam ochotę przekonać się na własnej skórze czy i mnie ten tytuł wciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Pacjentka" to książka, która raz mnie do siebie przekonuje, a zaraz potem odstrasza. Teraz już sama nie wiem, czy sięgnąć, czy nie, skoro aż tak Cię nie porwało. To chyba jedna z tych książek, do których trzeba się przymusić, żeby sięgnąć. :)
    Pomistrzowsku

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi akurat książka bardzo się podobała, ale widocznie miałam wobec niej inne oczekiwania niż ty :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że nie został wykorzystany cały potencjał książki. Ja jeszcze jej nie czytałam, ale kiedyś na pewno to zrobię.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń

Cześć! Cieszę się, że tu jesteś i pomagasz mi się rozwijać. Zostaw po sobie ślad, chętnie też do Ciebie wpadnę!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.