
Tytuł: Tkanki.
Cykl: Jednotomowa.
Tytuł oryginału: Tkanki.
Autor: Dominika van Eijkelenborg.
Wydawnictwo: Kobiece.
Liczba stron: 456.
Opis: Kiedy okazuje się, że nastoletnia Evi jest poważnie chora i będzie potrzebowała nowego serca, jej matka, Chantal Simons, przechodzi skryte załamanie. Kobieta wie, że aby jej ukochana córka mogła żyć, ktoś inny musi... zginąć.
Po kilku miesiącach wyczekiwania pojawia się dawca. Matka dziewczyny nie podejrzewa, że dopiero po udanej operacji doświadczy prawdziwej utraty swojego dziecka. Nowe serce Evi jest nośnikiem wspomnień i osobowości Finyi - młodej dziewczyny, która zginęła w wypadku samochodowym.
Bijące w piersi Evi serce staje się intruzem, który całkowicie przejmuje nad nią kontrolę i odmienia jej naturę. Okazuje się, że ma ono do wypełnienia pewną misję - usilnie próbuje kogoś ocalić.
Tkanki zaciekawiły mnie od razu, po
pierwszym zerknięciu na okładkę i przeczytaniu opisu. Pomysł mi się bardzo
spodobał i chciałam się przekonać, jak wyjdzie całościowo. Autorka jest Polką mieszkającą w Holandii i jest to pierwsza czytana przeze mnie książka, gdzie autor jest Polakiem, a akcja osadzona jest poza granicami naszego kraju. Zazwyczaj Polacy mają specyficzny styl, idzie od razu poznać, że to nasz rodak, ale tutaj w ogóle nie da się tego odczuć. I właściwie nie
jestem zawiedziona, ale nie jest to to, czego oczekiwałam.
Życie jest za krótkie na wątpliwości, lęki i żale. A szczególnie na nieodpowiednich ludzi.
Ludzie nie zawsze chcą znać prawdę, a nawet jeśli ją znają, uważają za niedostatecznie ładną i wybierają iluzję.
Nie będę owijać w bawełnę, nie
jest to pełen napięcia thriller, budzący niepokój i pędzący jak rollercoaster. Jeśli
właśnie tego po niej oczekujecie, to już możecie zrezygnować. Ja nie czytałam
jeszcze tego rodzaju thrillera i muszę przyznać, że jestem zaciekawiona. Motyw
przejęcia osobowości Finyi przez Evi, choć nierealny, był ciekawy i bardzo dobrze
przemyślany. Całkowicie nie interesuję się medycyną, ale ta książka sprawiła,
że miałam ochotę się w to zagłębić. Fabuła odbiega od tej, którą mamy w opisie,
bo właściwie to pojawia się pod koniec. Nie jest szybko biegnąca i zapierająca
dech w piersiach, wręcz odwrotnie i myślę, że ten styl trzeba lubić, żeby
książka się spodobała. Do mnie dotarł, być może dlatego, że jest bardzo podobny
do mojego stylu pisania; spokojny, dramatyczny, przyozdobiony ładnymi
mądrościami i pozwalający sobie od czasu do czasu na nutkę humoru.
Zabawne, jak inaczej wyglądają i pachną dobrze znane, stare miejsca, gdy wracasz do nich po przeżyciu czegoś niezwykłego. Nagle wszystko zdaje się odmienione, choć wciąż jest dokładnie takie samo. Jedyne, co się zmieniło, to ty.
Mogłeś ją nienawidzić lub uwielbiać, ale nie dałbyś rady przejść obok niej obojętnie. Moja siostra była jak wzburzona rzeka, której wartki prąd porywał ze sobą wszystkich.
Między wierszami autorka poruszyła
naprawdę ważne wartości, takie jak miłość, tolerancja i akceptacja. Finya była
skłócona ze swoją matką, która nie potrafiła do niej dotrzeć, więc Evi po
przeszczepie również odsunęła się od matki. Ale Chantal próbowała zrobić
wszystko, by odzyskać swoją córkę i zaakceptować ją taką, jaka się stała. Finn,
bliźniak Finyi, był jej wiecznym cieniem, mimo że nie mieli tej „bliźniaczej
więzi”, to Finn kochał swoją siostrę i potrzebował czasu, by sobie to
rzeczywiście to uświadomić. To książka wbrew pozorom mądra i dająca do
myślenia, choć nie będę ukrywać, że trochę nudna.
Ale może to tak działa? Kiedy dostajemy wszystko, czego pragnęliśmy, zaczynami instynktownie szukać czegoś, czego jeszcze nie mamy.
Nie tego oczekiwałam, choć nie
potrafię powiedzieć, czy wyszło to na złe. Raczej nie, w ogólnym rozrachunku
jestem zadowolona i od siebie polecam sięgnąć po tę książkę.
Moja ocena: 7/10
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Kobiecemu!

Mam ją na oku! Kiedyś pewnie w końcu po nią sięgnę :)
OdpowiedzUsuńPolecam! :D
UsuńBył taki czas gdy ta książka niemal nie znikała z profili na Instagramie, ale jej opis nieszczególnie zachęcał mnie do lektury. Po przeczytaniu twojej opinii zapragnęłam za to przeczytać ją natychmiast - uwielbiam historie, w których poruszany jest wątek miłości w rodzinie, a szczególnie miłości matki do swoich dzieci. <3
OdpowiedzUsuńbiblioteka-wspomnien.blogspot.com
Ja niestety męczyłam się niemiłosiernie z tą książką. Pisana jest w bardzo nudny dla mnie sposób, do tego matka Evi irytowała mnie do tego stopnia, że miałam ochotę omijać wszystko, co ona opowiadała. A temat pamieci tkankowej był potraktowany po macoszemu i zdecydowanie nie został wykorzystany jego potencjał. Dobrze że chociaż Ty się tak drastycznie na niej nie zawiodłaś :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam:
biblioteka-feniksa.blogspot.com