wtorek, 3 kwietnia 2018

Serce pamięta, czyli "Tkanki" Dominika van Eijkelenborg.



Tytuł: Tkanki.
Cykl: Jednotomowa.
Tytuł oryginału: Tkanki.
Autor: Dominika van Eijkelenborg.
Wydawnictwo: Kobiece.
Liczba stron: 456.
Opis: Kiedy okazuje się, że nastoletnia Evi jest poważnie chora i będzie potrzebowała nowego serca, jej matka, Chantal Simons, przechodzi skryte załamanie. Kobieta wie, że aby jej ukochana córka mogła żyć, ktoś inny musi... zginąć.
Po kilku miesiącach wyczekiwania pojawia się dawca. Matka dziewczyny nie podejrzewa, że dopiero po udanej operacji doświadczy prawdziwej utraty swojego dziecka. Nowe serce Evi jest nośnikiem wspomnień i osobowości Finyi - młodej dziewczyny, która zginęła w wypadku samochodowym.
Bijące w piersi Evi serce staje się intruzem, który całkowicie przejmuje nad nią kontrolę i odmienia jej naturę. Okazuje się, że ma ono do wypełnienia pewną misję - usilnie próbuje kogoś ocalić.  



Tkanki zaciekawiły mnie od razu, po pierwszym zerknięciu na okładkę i przeczytaniu opisu. Pomysł mi się bardzo spodobał i chciałam się przekonać, jak wyjdzie całościowo. Autorka jest Polką mieszkającą w Holandii i jest to pierwsza czytana przeze mnie książka, gdzie autor jest Polakiem, a akcja osadzona jest poza granicami naszego kraju. Zazwyczaj Polacy mają specyficzny styl, idzie od razu poznać, że to nasz rodak, ale tutaj w ogóle nie da się tego odczuć. I właściwie nie jestem zawiedziona, ale nie jest to to, czego oczekiwałam. 

Życie jest za krótkie na wątpliwości, lęki i żale. A szczególnie na nieodpowiednich ludzi.


                Evi Bouwer jest pierwszym i jedynym dzieckiem swoich rodziców. Chantal, jej matka, na początku nie była przekonana do rodzicielstwa, ale zakochała się w swojej córce od pierwszego wejrzenia. Evi była idealna, grzeczna, powściągliwa, słodka, miła. I bardzo, bardzo chora. Kiedy Chantal dowiaduje się o chorobie córki, świat osuwa jej się spod nóg. Serce Evi jest do niczego, więc koniecznie potrzebuje nowego. Chantal wie, że znaczy to, iż ktoś będzie musiał umrzeć, by jej córka mogła żyć, ale dla niej zrobi wszystko. Dzień, w którym pojawia się dawca, jest najszczęśliwszym dniem dla całej rodziny. Dopóki zachowanie Evi nagle nie zaczyna się zmieniać, a Chantal nie potrafi wyjaśnić, dlaczego ta miła i słodka osoba nagle stała się wredna i opryskliwa. Nikt nie podziela zmartwień Chantal, nikt jej nie wierzy, ale ona wie, że winowajcą jest nowe serce jej córki. Okazuje się, że wraz z nim Evi przejęła osobowość swojej dawczyni. 

Ludzie nie zawsze chcą znać prawdę, a nawet jeśli ją znają, uważają za niedostatecznie ładną i wybierają iluzję.

                Nie będę owijać w bawełnę, nie jest to pełen napięcia thriller, budzący niepokój i pędzący jak rollercoaster. Jeśli właśnie tego po niej oczekujecie, to już możecie zrezygnować. Ja nie czytałam jeszcze tego rodzaju thrillera i muszę przyznać, że jestem zaciekawiona. Motyw przejęcia osobowości Finyi przez Evi, choć nierealny, był ciekawy i bardzo dobrze przemyślany. Całkowicie nie interesuję się medycyną, ale ta książka sprawiła, że miałam ochotę się w to zagłębić. Fabuła odbiega od tej, którą mamy w opisie, bo właściwie to pojawia się pod koniec. Nie jest szybko biegnąca i zapierająca dech w piersiach, wręcz odwrotnie i myślę, że ten styl trzeba lubić, żeby książka się spodobała. Do mnie dotarł, być może dlatego, że jest bardzo podobny do mojego stylu pisania; spokojny, dramatyczny, przyozdobiony ładnymi mądrościami i pozwalający sobie od czasu do czasu na nutkę humoru. 

Zabawne, jak inaczej wyglądają i pachną dobrze znane, stare miejsca, gdy wracasz do nich po przeżyciu czegoś niezwykłego. Nagle wszystko zdaje się odmienione, choć wciąż jest dokładnie takie samo. Jedyne, co się zmieniło, to ty.

                Książka ta opiera się w głównej mierze na emocjach i uczuciach. Bohaterowie doznają straty ukochanej osoby, smutku, miłości, żalu i szczęścia, i to właśnie na tych aspektach skupia się autorka. Jest dużo, czasami niepotrzebnych, opisów, które mają za zadanie pomóc nam wczuć się w te emocje bohaterów, abyśmy mogli przez chwilę postawić się na ich miejscu – autorka to naprawdę fajnie urealnia. Poza tym, że Evi po przeszczepie była nie do zniesienia, to polubiłam się z innymi postaciami, zostały ładnie nakreślone, dobrze wykreowane, każdy z nich miał swoje charakterystyczne cechy i charaktery. Nie były brzydką, szarą masą. 





Mogłeś ją nienawidzić lub uwielbiać, ale nie dałbyś rady przejść obok niej obojętnie. Moja siostra była jak wzburzona rzeka, której wartki prąd porywał ze sobą wszystkich.

                Między wierszami autorka poruszyła naprawdę ważne wartości, takie jak miłość, tolerancja i akceptacja. Finya była skłócona ze swoją matką, która nie potrafiła do niej dotrzeć, więc Evi po przeszczepie również odsunęła się od matki. Ale Chantal próbowała zrobić wszystko, by odzyskać swoją córkę i zaakceptować ją taką, jaka się stała. Finn, bliźniak Finyi, był jej wiecznym cieniem, mimo że nie mieli tej „bliźniaczej więzi”, to Finn kochał swoją siostrę i potrzebował czasu, by sobie to rzeczywiście to uświadomić. To książka wbrew pozorom mądra i dająca do myślenia, choć nie będę ukrywać, że trochę nudna. 

Ale może to tak działa? Kiedy dostajemy wszystko, czego pragnęliśmy, zaczynami instynktownie szukać czegoś, czego jeszcze nie mamy.

                Nie tego oczekiwałam, choć nie potrafię powiedzieć, czy wyszło to na złe. Raczej nie, w ogólnym rozrachunku jestem zadowolona i od siebie polecam sięgnąć po tę książkę. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Kobiecemu!

4 komentarze:

  1. Mam ją na oku! Kiedyś pewnie w końcu po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Był taki czas gdy ta książka niemal nie znikała z profili na Instagramie, ale jej opis nieszczególnie zachęcał mnie do lektury. Po przeczytaniu twojej opinii zapragnęłam za to przeczytać ją natychmiast - uwielbiam historie, w których poruszany jest wątek miłości w rodzinie, a szczególnie miłości matki do swoich dzieci. <3

    biblioteka-wspomnien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja niestety męczyłam się niemiłosiernie z tą książką. Pisana jest w bardzo nudny dla mnie sposób, do tego matka Evi irytowała mnie do tego stopnia, że miałam ochotę omijać wszystko, co ona opowiadała. A temat pamieci tkankowej był potraktowany po macoszemu i zdecydowanie nie został wykorzystany jego potencjał. Dobrze że chociaż Ty się tak drastycznie na niej nie zawiodłaś :D

    Pozdrawiam i zapraszam:
    biblioteka-feniksa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Cześć! Cieszę się, że tu jesteś i pomagasz mi się rozwijać. Zostaw po sobie ślad, chętnie też do Ciebie wpadnę!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.