czwartek, 6 kwietnia 2017

Serialowo: iZombie. Iskierki #7

Ponieważ ostatnio utknęłam w ciemnym punkcie z trylogią, którą kocham i nie chcę jej kończyć i ogromną chęcią na serial, który niezaprzeczalnie porwał moje serce – nie mam głowy do recenzji. Dlatego chcę dać upust moim myślom, bo z nikim nie mogę porozmawiać na temat tego serialu. Co prawda, kończę dopiero pierwszy sezon, ale oglądanie idzie mi (niestety) szybko, więc sądzę, że niedługo będę już na końcu drugiego. 

A serial, o którym mówię to iZombie.


Opis: Olivia "Liv" Moore (Rose McIver) była niegdyś zdyscyplinowaną studentką medycyny osiągającą sukcesy. Jej życie wywraca się do góry nogami, kiedy w trakcie imprezy przemienia się w zombie i zaczyna karmić się ludźmi. Mimo iż dziewczyna jest martwa, stara się wyglądać i zachowywać jak człowiek. Nie jest to jednak proste, gdyż skóra dziewczyny jest kompletnie blada, a włosy niemal siwe. Przeobrażenie Liv jest kłopotliwe dla jej matki, narzeczonego oraz najlepszego przyjaciela. Aby zaspakajać głód, a przy tym nie zabijać niewinnych, Liv podejmuje pracę w biurze koronera, gdzie ma stały dostęp do pożywienia. Tajemnica dziewczyny wychodzi na jaw, gdy jej szef -  Dr Ravi Chakrabarti (Rahul Kohli) przyłapuje ją na jedzeniu mózgów nieznanych ofiar, znajdujących się w kostnicy. Wkrótce potem Liv odkrywa, że po zjedzeniu mózgu zyskuje wspomnienia danej ofiary, dzięki czemu widzi napastnika i scenę jej śmierci. Od tej chwili Liv pracuje dla detektywów, aby rozwiązywać skomplikowane zagadki kryminalne.

Moje odczucia: Serial zaczęłam oglądać razem z chłopakiem, ale jemu niekoniecznie przypadł do gustu. Skończyło się na tym, że obejrzeliśmy trzy odcinki i wzięliśmy inny serial. Ale tego wciąż byłam ciekawa, a że nie miałam zbytnio czasu na seriale, to po pewnym czasie o nim zapomniałam. Wrócił niedawno, kiedy miałam trochę wolnego i całkowicie w nim przepadłam. W dwa dni prawie skończyłam sezon.
Serial ten zachęcił mnie przedstawieniem postaci zombie. Tym, że niekoniecznie są to bezmózgie stworzenia, którymi kieruje wyłącznie głód (choć jest to najważniejsza potrzeba). W przypadku Liv – dziewczyna miała wspaniałe życie i plany na przeszłość, ale teraz musi żyć (pół-żyć) boleśnie świadoma tego, że dla niej nie ma już przyszłości. Musiała odwołać ślub i okłamać wszystkich dookoła. Jednak aby funkcjonować normalnie, musi się żywić i w tym celu podejmuje pracę jako koroner. Zjadając cudze mózgi może przez chwilę być kimś innym. Z każdym mózgiem poznaje i docenia inne wartości, i spogląda na świat z różnych perspektyw. Jednak kiedy wydaje się, że może być szczęśliwa... cóż, los ma dla niej inne plany. W swoim krótkim życiu zombie Liv zauważa, że rasa ta dzieli się na "dobrych" i "złych". Są ci, którzy, jak ona, nie chcą zabijać ludzi i ci, którzy robią to z pełną premedytacją. Niestety, tych drugich jest znacznie więcej, a ona sama nie da rady się im przeciwstawić.
Postać Liv sama w sobie jest świetna, a aktorkę bardzo cenię za to, że tak dobrze idzie jej wcielanie się w różne postacie. Liv wydaje się być twarda i nie do przegadania, ale jednocześnie gdzieś w środku czai się krucha dziewczyna, która pragnie wrócić do normalnego życia. Odgrodziła się od wszystkich murem, trawiąca uczuciem do mężczyzny, którego już mieć nie może i strachem, że ktoś odkryje jej sekret. Ravi jest jedyną osobą, która go zna i tylko jemu może się wygadać.

Co do Raviego, to chyba moja ulubiona postać drugoplanowa. Na resztę zbytnio nie zwracam uwagi, Majora (byłego narzeczonego Liv) nie trawię, Peyton (współlokatorka Liv) wiele nie wnosi, a Babineaux (dla mnie Bambino, czyli policjant, któremu pomaga Liv) jest taki sobie – natomiast postać Raviego jest kolorowa, jest pełen humoru i troszczy się o Liv.
Ogółem rzecz biorąc, to serial ma głównie kryminalną, trochę nawet tajemniczą otoczkę, która nie męczy, zachęca i łatwo przez nią przebrnąć. Wiele nie wymaga, a przyciąga do siebie, śmieszy i smuci. Naprawdę, to trzeba zobaczyć, żeby zrozumieć, o co mi chodzi. W dodatku pełna przemiana Liv - uwielbiam. Podoba mi się to, jak stara się robić wszystko, byleby nie skrzywdzić najbliższych. Nie skrzywdzić nikogo.

Mam nadzieję, że chociaż trochę zachęciłam Was do oglądania, bo ubolewam nad tym, że ma on tak mało fanów. Zaznaczyłabym jeszcze, by nie zniechęcać się na pierwszych odcinkach. A, i jeśli ktoś boi się widoku krwi, to spokojnie - ja też tego nienawidzę, ale w tym serialu jest to do zdzierżenia. Przynajmniej nie ma jej w co drugiej minucie, a nawet widok obcinania czaszek nam darują. 
A Was ostatnio pochłonął jakiś serial? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Napisz coś od siebie. Wyraź swoją opinię. Zostaw po sobie ślad. Nie jesteś kolejną osobą, która weszła na tego bloga; jesteś Czytelnikiem. Osobą, dla której mogę pisać, która napawa mnie motywacją, a dzięki której blog wciąż się poszerza i rozwija. Dziękuję, że tu jesteś :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.