wtorek, 15 sierpnia 2017

[PRZEDPREMIEROWO] Nic tak nie łączy, jak wspólna chęć morderstwa, czyli "Zaklinacz ognia" Cinda W. Chima.

 
Tytuł: Zaklinacz ognia.
Cykl: Starcie królestw (tom 1).
Autor: Cinda Williams Chima.
Tytuł oryginału: Flamecaster.
Wydawnictwo: Moondrive/Otwarte.
Liczba stron: 477.
Gatunek: Fantastyka.
Opis: Trwa wojna między królestwami: Ardenem i Fellsmarchem. Władca Ardenu Gerard nie cofnie się przed niczym, żeby zapanować nad całym kontynentem – nawet nad zniewoleniem czarodziejów. Na jego drodze staje jednak dwoje ludzi, których uczucia zranił za bardzo.
Adrian, syn Wielkiego Maga i królowej Fellsmarchu, marzy o tym, by zostać magicznym uzdrowicielem. Gdy jego ojciec ginie w zasadzce wroga, poprzysięga zemstę i doskonali znajomość trucizn. 
Jenna ma na karku tajemnicze znamię, a jej serce bije w rytm płomieni. Przez lata zmuszana była do pracy w kopalniach miasta Delphi. Przyłącza się do walki, gdy żołnierze Ardenu zabijają jej przyjaciół.
Wspólny cel splata losy Adriana i Jenny na ardeńskim dworze. Aby pokonać Gerarda, będą musieli odnaleźć się w świecie, gdzie nie ma prostego podziału na dobrych i złych, wśród ryzykownych sojuszy i pałacowych intryg. Prawda o ich przeznaczeniu okaże się równie niebezpieczna... 



Mimo że Cinda Williams Chima to autorka dwóch całkiem znanych serii fantasy, to było moje pierwsze spotkanie z nią. Nie czytałam serii “Siedem królestw” i nie miałam pojęcia, że “Zaklinacz ognia” jest z nią powiązany, więc zauważyłam to dopiero po skończeniu czytania. Jak się okazuje, nawet taki laik w fantastyce jak ja może sięgnąć po tę książkę, bo mimo że osadzona w tym samym uniwersum, jest to zupełnie nowa historia. 
– Umrzeć jest łatwo, magiku. [...] Utrzymać się przy życiu to prawdziwe wyzwanie. 

    Głównymi bohaterami są Adrian i Jenna, dwie zupełnie różne od siebie postacie. Adrian jest księciem, którego królestwo toczy wojnę z królem Ardenu. Od zawsze był zżyty z ojcem, Wielkim Magiem i marzył o zostaniu uzdrowicielem. Ale gdy ojciec umiera w zamachu, Adrian ucieka, osądzając siebie o jego śmierć i zmieniając swoje imię. Jenna natomiast od najmłodszych lat zmuszona jest do pracy w kopalni. Na karku ma dziwne znamię, o którym nie ma żadnego pojęcia. Gdy król Ardenu zabija jej przyjaciół, Jenna przyłącza się do buntowników. Choć pochodzą z różnych środowisk, choć ich marzenia się różnią, zgadzają się w jednym: władca Ardenu musi umrzeć. 
Chodzi o to, że nadziei nie da się ujarzmić regułami ani wcisnąć pod but przykrych doświadczeń. To błogosławieństwo i przekleństwo zarazem. 
    Byłam bardzo ciekawa tej książki. Tak samo jak niektórym osobom, skojarzyła mi się trochę ze Szklanym tronem, więc ochoczo podjęłam się czytania. Z góry zaznaczam: ta historia zupełnie różni się od historii Celaeny. Co jednak nie zmienia faktu, że czyta się równie przyjemnie i jest to ta sama fantastyka, która dotrze do każdego. Z początku nie mogłam się wciągnąć, bo akcja rozwija się naprawdę powoli. Mimo że na początku też coś się dzieje, to nie jest to aż tak wciągające. Później, w miarę czytania, odniosłam wrażenie, że autorka pomyślała to samo, bo akcja zaczęła lecieć i wszystko działo się szybko, dla niektórych może nawet za szybko. Ja jednak nie narzekałam, bo mogłam się naprawdę wciągnąć i skończyłam książkę zanim się obejrzałam. 
Gdyby marzenia były rumakami, to żebracy byliby jeźdźcami. 
    Nie wiem, czy można określić tę książkę mianem “niesamowitej” czy “nietuzinkowej”, ale z pewnością była bardzo dobra i nie żałuję, że ją przeczytałam; sięgnę nawet po następnie części. Podobało mi się, że momentami potrafiła zaskoczyć – nie był to całkowity obrót wydarzeń, ale fakty i sceny, których się nie spodziewałam. W miarę czytania byłam coraz bardziej ciekawa tego, co będzie dalej. Autorka używa prostego, przyjemnego języka, przez co czyta się naprawdę łatwo i szybko. Może nie zaliczę tej książki do moich ulubionych, ale jeszcze zobaczymy, co będzie dalej. 
Natomiast ludzie.. my zachowujemy się jak ludzie. Dopisujemy złe zakończenie, zanim ono nastąpi.
Pojawiły się niedociągnięcia, jak to, że pojawia się dużo informacji na raz, a autorka nie skupia się na wszystkich, więc momentami musiałam się zatrzymać i pomyśleć. Zachowanie niektórych postaci również wydawało mi się dziwne i nieprawdziwe. Brakowało mi też mapki lub jakiegoś ogólniejszego opisu, bo trochę się gubiłam. Staram się jednak tłumaczyć to wszystko tym, że to dopiero pierwszy tom i autorka poszła bardziej w tłumaczenie. Mam nadzieję, że następne tomy to nadrobią i będę mogła dać gwiazdkę więcej.

Moja ocena: 7/10


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.




5 komentarzy:

  1. Mimo iż ostatnio ciągle widzę mnóstwo recenzji tej książki, to i tak nie mam zamiaru po nią sięgać. Okładka przypomina tą ze Szklanego tronu i mam wrażenie, że jest taka... skopiowana, przez co wydaje mi się że treść też będzie podobna, a mimo iż uwielbiam Szklany tron, to kopii czytać bym nie chciała. xD
    Pozdrawiam!
    https://recenzjeklaudii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam, historia różni się zupełnie i w niczym nie przypomina Szklanego tronu :) Cinda już wcześniej wydała serię "Siedem królestw", których akcja dzieje się w tym samym uniwersum, co w Zaklinaczu :)

      Usuń
  2. Właśnie czytam i póki co jestem pod wrażeniem! Mam nadzieję, że na dniach uda mi się ją skończyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie poczytam, jak Ci się podobała :)

      Usuń
  3. Brzmi naprawdę ciekawie, możliwe, że po nią sięgnę, choć najpierw powinnam chyba jednak zapoznać się ze szklanym tronem, bo to jest jakiś hit hitów w kręgach książkowych i czuję się dziwnie z tym, że nie znam tego cyklu.

    Ale z recenzji wynika, że może być to naprawdę fajna przygoda!
    Pozdrawiam serdecznie :)
    Cass z cozy universe

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.