czwartek, 28 września 2017

Może ten świat musi spłonąć? Czyli "Królowa cieni" Sarah J. Maas.


Tytuł: Królowa cieni.
Cykl: Szklany tron (tom 4).
Autor: Sarah J. Maas.
Tytuł oryginału: Queen of Shadows.
Wydawnictwo: Uroboros.
Liczba stron: 848.
Gatunek: Fantastyka.
Opis: Celaena Sardothien do tej pory traciła wszystkich, których kochała. Zamordowano jej rodziców, jej ukochany, Sam, także zginął w męczarniach. Jej przyjaciółka, Nehemia, poświęciła życie, by Celaena mogła odkryć swoje dziedzictwo i pójść za przeznaczeniem… Ale dość tego. Teraz, gdy okiełznała już swoją moc, nadszedł czas na zemstę. Dziewczyna znana do tej pory jako Zabójczyni Adarlanu zniknęła – narodziła się Aelin Ogniste Serce, królowa podbitego przez Adarlan Terrassenu.
Nadszedł czas walki o wszystko, co ważne. Aelin wraca do Adarlanu, by zemścić się na tych, którzy skrzywdzili jej bliskich, odzyskać tron i stanąć twarzą w twarz z cieniami przeszłości. A przede wszystkim po to, by chronić tych, którzy jej pozostali.
Przed nią zadanie prawie niemożliwe do wykonania. Jej przeciwnicy mają po swojej stronie mroczne siły, a Aelin w Adarlanie pozbawiona jest swojej magii, która pozwala jej władać ogniem. Może jednak liczyć na swoich towarzyszy – kuzyna Aediona, Chaola, Lysandrę i przede wszystkim na Rowana – walecznego księcia-wojownika Fae – do którego zaczyna żywić coraz bardziej płomienne uczucia.



Miałam chwilową przerwę od Sary J. Maas spowodowaną nowościami lub chęcią na coś innego niż fantastyka. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, choć skłaniałabym się ku pierwszemu wyborze, bo mogłam z nowym zapałem i jeszcze większą ochotą sięgnąć po “Królową cieni” i zatracić się w niej tak, jak w poprzednich częściach. 
I tak oto świat się skończył.
Zaczynał się kolejny.

    Aelin Galathynius żyje i pragnie odbudować swoje królestwo. Naprzeciw siebie ma pełno wrogów, obok zaś paru przyjaciół, którzy są gotowi oddać za nią życie. Trzeba załatwić kilka spraw sprzed lat i zmierzyć się ze swoim największym wrogiem, a aby to zrobić, Aelin ma coraz mniej czasu. Jest jednak nieugięta i pewna tego, co ma nadejść, nie pozwoli skrzywdzić nikogo z jej dworu. Jednak, żeby coś mogło nadejść, coś innego musi przeminąć. Trzeba zmienić nie tylko szaty, ale również całego siebie. Aelin stoi przed ciężkim wyborem, w którym musi zdecydować, kogo ratować, a kogo skazać na śmierć. W tym samym czasie Manon Czarnodzioba i jej sabaty szykują się do wojny pod okiem księcia Perringtona. Valgowie się rozprzestrzeniają i nie oszczędzają nikogo, nawet wiedźmy mogą czuć się zagrożone. W Morath dzieją się dziwne rzeczy, które nurtują Manon. Wygląda na to, że nie tylko Aelin dokona zmiany, bo również w sercu brutalnej i wyrachowanej Czarnodziobej coś zaczyna iskrzyć.


Dlaczego płaczesz? spytał (…)
Płaczę Aelin pociągnęła nosem
bo śmierdzisz tak bardzo, że oczy mi łzawią.
    Jestem oczarowana Królową cieni i po uszy zakochana w Rowanie. To tak słowem wstępu. Świat, który wykreowała dla nas Sarah J. Maas jest niesamowity, magiczny, pełen wrażeń, intryg i tajemnic. Muszę przyznać, że nic się nie zmieniło, książka zaskakuje i wciąga tak samo, jak jej poprzedniczki, co sprawia, że trudno mi napisać cokolwiek nowego. Z początku denerwował mnie praktycznie każdy bohater; Celaena, co prawda, już od pierwszej części, ale teraz nawet warczałam na Chaola. Rozumiecie, co robi ta autorka? Obraca nas nawet przeciwko naszym ulubionym bohaterom. A potem to zmienia. A potem znowu. A potem mam ochotę wszystkich przytulić.
Każdy jest czymś. Nawet najpodlejsza wiedźma ma swój sabat.
Tym razem nie zaczynało się niewinnie, aczkolwiek akcja toczyła się spokojnym rytmem z małymi odstępstwami. Wciąż jednak przewijały się szmery nadchodzącej bitwy, Aelin nawet przed nami miała mnóstwo tajemnic, a Maas nie miała zamiaru ich zdradzać. Przez chwile miałam wrażenie, że coś wiem, a potem wymykało mi się to z rąk. Bohaterowie spiskowali zarówno przeciwko sobie, jak i przeciwko czytelnikowi, wszystko po to, by namącić i nie dawać nam poczucia pewności. Mogłoby się wydawać, że to nieco denerwujący zabieg, ale w rzeczywistości jestem zafascynowana tym, jak Maas czaruje. Trudno było czytać bez ciągłego poczucia, że zaraz coś się wydarzy. A jak już się wydarzyło, to jakby wybuchła bomba. Emocje pędziły jak szalone, czytałam z zapartym tchem i mocno bijącym sercem, niesamowicie się wkręciłam. Miałam ochotę zabunkrować się w pościeli i syczeć na każdego, kto mi przeszkodzi w czytaniu. Jednocześnie kocham i nienawidzę Sary J. Maas; to, co ona robi, powinno być zakazane. Po raz kolejny mocno zachęcam do czytania. 

Moja ocena: 10/10

Szklany tron     Korona w mroku     Dziedzictwo ognia     ►Królowa cieni     Imperium Burz   

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Uroboros! 
 

3 komentarze:

  1. I cóż ja mogę napisać, skoro nie przeczytałam ani jednej książki pani Maas? Pod względem akcji brzmi ciekawie, ale odrzucają mnie irytujący bohaterowie. Może jednak muszę zapoznać się przynajmniej z jedną pozycją w dorobku autorki, żeby samej zdecydować, czy sława, jaką pani Maas się cieszy w literaturze młodzieżowej, jest zasłużona:)

    Pozdrawiam,
    Ania z https://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie przypominasz mi o tym, żeby w końcu przeczytać kolejną część Szklanego tronu. Dla mnie "Królowa cierni" była idealną lekturą, świetnie wciągającą i pełną napięcia. Szkoda, że już ledwo pamiętam fabułę :(

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak! Baaaardzo się cieszę z dobrych recenzji tej serii, bo mam ją na półce :)

    Serdecznie pozdrawiam!
    Ksiazkowa-przystan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Cześć! Cieszę się, że tu jesteś i pomagasz mi się rozwijać. Zostaw po sobie ślad, chętnie też do Ciebie wpadnę!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.